20 września 2011

Miłość do placówek oświatowych i owadów latających.

Kocham placówki oświatowe. Wszystko jedno jakie - przedszkola, szkoły, a wyższe uczelnie darzę miłością niezmienną (kojarzą mi się li głownie tylko z mieszkaniem w akademiku i tzw "życiem studenckim"). Ale o tych ostatnich to na razie zapomnijmy.
Kocham zwłaszcza przedszkole. I doceniam. Tym mocniej jeśli Średni akurat nie może rzeczonego przybytku nawiedzić z powodów, hm, że tak powiem zdrowotnych. Najpierw dwie nieprzespane nocki, potem chrypa i katar, dzisiaj klarują przede mną obraz Kuby w domu do końca tygodnia zbratanego zamiast z Kajtkiem z syropem przeciwkaszlowym. Nic to, damy radę. Kiedyś ten sezon chorobowy trzeba zacząć. Szkoda, że tak wcześnie.
I szkoda, że inny się nie skończył. Komarowy. Utłukłam z zimną zaciętością w sypialni 7 wrednych krwiopijczyń (na nic kobieca solidarność, byłam bezwzględna). Ja wiem, że Najmłodszy przecudny jest, przemiły, ukochany, ale krwawe odczyny po ugryzieniu nie dosyć, że szpecą to cudne pycho, to powodują też rozdrażnienie Kajtucha. O swędzeniu i drapaniu nie wspomnę. No i jak to moim dzieciom, ślady potrafią utrzymywać się od miesiąca do kilku (rekord należy do Kuby, który ślady po komarach nosił, bagatelka, pół roku). Tak więc komarom mówimy stop, grypsku też byśmy chcieli, ale tego tak zwyczajnie ścierą nie da się wytłuc. Wykupiwszy pół apteki, zostawiwszy tam równowartość przynajmniej nowej bluzki (wrrrr!) przystępuję do tłuczenia wirusów, bakterii i innych mikrobów (uwielbiam brzmienie tego słowa ;)). Proszę trzymać kciuki, bo w końcu uwielbiam przedszkole i chciałabym tam wysłać Kubę w przyszły poniedziałek.
Jak dożyję. Albowiem stara prawda mówi, że chory chłop to chłop marudny, chimeryczny i przewrażliwiony. Niezależnie od wieku ;)

2 komentarze:

  1. Trzymam zatem kciuki :) Moje Dziecko zdążyło pójść do przedszkola na 2 (słownie: dwa) dni i już 3 tydzień siedzi w domu...

    OdpowiedzUsuń