26 września 2011

Pajacyk na sznurku. Jak odpowiednio poluzować te sznurki to pajacyk zwiesza się smętnie w dół. Bez sił, bez życia, drewniana kukiełka. Tak właśnie się czuję. Nawet słońce za oknem nie jest w stanie wywołać uśmiechu. Nie znajduję już nigdzie ani krzty optymizmu. Chociaż szukam głęboko i ze zdziwieniem obserwuję jak się zmieniam. Jakby ktoś podmienił mi część zamienną zwaną sercem. Niby to samo, pika, chodzi, napędza. Ale pojawiła się rysa i rośnie, rozszerza się, a łatanie doraźne plastrem nie działa. Siłą woli, napisem "obowiązek" i "dzieci" wypisanym na czole odganiam od siebie przemożną chęć ucieczki. Niedaleko. W siebie. Coraz bardziej zazdroszczę tym, którzy tam sobie poszli, zostali i nic do nich nie dociera. Mają swój wewnętrzny świat i nie jest ich w stanie zranić zewnętrzny. I tylko ze względu na dzieci wstaję rano z łóżka. Kulam się do wieczora, zasypiam i znowu wstaję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz