30 stycznia 2012

Ferie

Cisza jak makiem zasiał. Słyszę swoje myśli, widzę przed sobą cel, jestem w stanie ogarnąć rzeczywistość. Jakże to miłe dla ucha. A jest godzina 15:30. Normalnie walczyłabym właśnie z obiadem dźwigając Młodego w Ergo, poganiając Kacpra do grania lub lekcji i opędzając się od wrzeszczącego Kuby. Ferie ;) Starszaki pewnie okupują telewizor u babci. Kajetanek z lekko niedomagającym mężem w słodkich objęciach Morfeusza. Nawet robota mi dzisiaj szła, bo druga babcia przykuśtykała pobawić się ze słodkim niemowlakiem. Jak niewiele rodzicowi do szczęścia potrzeba. Odrobiny ciszy i świadomości, że dzieci są zaopiekowane bez naszego w tym udziału. I jaki to deficytowy towar dla "młodej" matki, ta cisza. Płynne złoto, warte każdej ceny ;)
Swoją drogą życie jest przewrotne. Narzekamy na nasze drugie połówki (te, które mają połówki pomagające proszę o nieodzywanie się ;)), a jednocześnie okazuje się, że tatusiowie w sprzyjających okolicznościach są w stanie ogarnąć towarzystwo z lepszym skutkiem niż my, miotające się pomiędzy pampkiem a ścierą w kuchni. Czyli smutna prawda - jesteśmy zastępowalne. Całe szczęście tylko w kwestiach bytowo-rzeczowych. W pozostałych nadal prowadzenie obejmuje MAMA ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz