3 stycznia 2012

Macierzyństwo frustrujące.

Usiłuję się ogarnąć z domem, dziećmi, dopasować do nowej roli życiowej matki trójki z pracą w tle. I jest mi dobrze jak patrzę na uśmiechniętego trójzębnego Kajetanka. I jest mi źle, że nie wszystko tak gładko sunie do przodu. Statek jakiś taki dziurawy. Jak z jednej strony załatam, przykleję plaster, z drugiej najpierw pomalutku sączy się woda, żeby za chwilę lunąć strumieniem. Mam doła, że nie umiem sobie SAMA ze wszystkim poradzić. Że znowu na kilka lat utknę zawodowo. Może nie w miejscu, bo projekty są, zarabiać trzeba. Ale o wymarzonej karierze już zapomniałam, pogrzebałam, wrednie przyklepałam łopatą dodatkowo kopiąc ze złością w pobliskie drzewo. I tylko paznokcie sobie połamałam. Stan przejściowy. Wiem. Tylko że jak przejdzie to ja już będę na niektóre rzeczy po prostu za stara. Mam postulat do moich synów, żeby wyrośli na dzielnych i SAMODZIELNYCH. Żeby we właściwym czasie wylecieli z gniazda i nie wracali na stałe. Żeby dali mi potem odetchnąć i poczuć się znowu człowiekiem, nie matką-kobietą. Bo stanowczo ta życiowa rola nie do końca jest taka, jak wyglądała w marzeniach 15 lat temu. Ą miało być tak pięknie. Macierzyństwo nie pochłaniające, siły heroski, kariera przynajmniej na miarę lokalną. A wyszło jak wyszło. Jest jak jest. Klatka jest co prawda wygodna i obszerna, ale jakby nie było pręty są. I nawet jakby ktoś uchylił drzwiczki to przyzwyczajenie zwierza do życia w zamknięciu silniejsze. Nie ucieknie. Albo zwieje na chwilę i wróci.

2 komentarze:

  1. Trzymaj się dzielnie! Dasz radę na pewno, statek nie utonie, mimo, iż dziurawy :) Podziwiam Cię, ja mam jedno i nie daje czasem rady.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mogłabym się podpisać pod każdym słowem.
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń