22 sierpnia 2012

Jestem stanowczo niekompatybilna z urządzeniami elektronicznymi. Zwłaszcza z kompem i komórką. MP coś tam to dla mnie total magic. A Ipad. Cóż to? Kocham książki w wersji papierowej. Kocham płyty w wersji włóż do nośnika i odtwórz. Nie powiem, postępem na miarę nowoczesnego świata jest to, że nie przepadam już na płytami czarnymi, i kasetami. Choć kilka starych pozycji chciałabym mieć na CD.
Do czego zmierzam?
Chciałam zgrać zdjęcia z wakacji z komórki na kompa. I za cholerę nie mogę znaleźć Blooo-coś tam na moim lapku. Że nie wspomnę, że przed reanimacją lapka takowych kłopotów nie było. Dobre chęci się nie liczą i znowu kolejny wpis będzie bez fotek. 
A dzieci rosną. Niektóre nawet chudną. I to nie te, których się spodziewacie. Najmłodszy po ostrym zapaleniu gardła i ucha (okraszonym wizytą nocna na pogotowiu) stracił na wadze i jakby zyskał na wieku. Albowiem wyszczuplona twarz i jego zmarszczone czółko czynią z niego istotę dojrzałą nad wiek. I masakrycznie pokąsaną przez wredne małe owady. Śmierć im wypowiadam każdego wieczora i prawie zawsze ponoszę klęską na polu bitewnym słysząc w środku snu jadowite "bzzzzzz".
Na polu, tfu, w ogródku, rozpi...l na całego. Mała kopareczka (brawa dla obecnej architektki tudzież jej męża budowlańca za upchnięcie domu "od-do" granicy i wywalenie tarasu wzwyż, przez co żaden pojazd o normalnych gabarytach na tył działki się nie przedostanie) zryła nam malowniczo teren w zaplanowane wcześniej eski floreski, wywołując przy tym głośny entuzjazm Średniego i głośne przerażenie Najmłodszego. Najstarszy był "ponad to". W ogóle ostatnio cały jest "ponad to" i zaczynam stwierdzać, że życie z dorastającym nastolatkiem jest jak ciągły kataklizm. Odbudujesz, masz nadzieję na lepsze jutro, a tu "bach", pokaz gejzeru niezadowolenia. Z powodu ... hmm ... sama nie wiem jakiego. Ja go w każdym razie nie ogarniam. No więc kopareczka zryła, a duża betoniara przywiozła beton i takim dłuuuugim wężem lała go sobie do dołów i lała. A mój mąż podobno sam! na tym będzie murował mur z klinkieru. O!
A czemu piszę?
Bo, fuck, zgłębiam tajniki zamawiania podręczników dla gimnazjalistów naprzemiennie z pisaniem dziennika praktyk. Jak zwykle los mnie biedna zaskoczył, przenieśli termin składania tego ustrojstwa o 2 tygodnie wcześniej i zamiast w 21 muszę wyrobić się w tydzień. Jak mi się uda, polewam wirtualnie.
 

1 komentarz: