10 września 2012

Kula się ...

... jakoś do przodu. Widać światełko w tunelu.

W ogrodzie rozwałka totalna. Ale jeden murek z kamieni stoi (śliczny jak z obrazka ;)), a drugi z cegły wykańcza m. z pomocą Kacpra. Męża mam zdolniachę, drugi fach w ręku z powodzeniem ma, bo murek jak spod igiełki. Co prawda dużo jeszcze do zrobienia (i zapłacenia, hm) i trawy w tym roku już nie posadzimy, ale widać postępy.
Kubek skończył chorowanie (chyba) dzięki istotnej pomocy baniek bezogniowych, więc zgodnie z instrukcją zamierzam chłopakom 2 razy w tygodniu aplikować banieczki na wzmocnienie odporności. Muszę ich jeszcze zaszczepić (Kubę i Kajtka), ale okres karencji po zapaleniu ucha i antybolu dla najmłodszego jeszcze nie minął, więc ... jeszcze nie mam stresa (choć powiklania poszczepienne po głowie mi chodzą).
Ale największym osiągnięciem mojego obecnego ja jest złożenie dziennika praktyk i papierów do Izby Architektów. To co prawda pierwszy kroczek, czeka mnie jeszcze wkucie wcale niemałej porcji zagmatwanej prawniczym językiem wiedzy, ale ... czuję się świetnie. Mam powera do roboty i do życia. Bo chociaż ostatnio wyjątkowo przypomina mi ono jazdę na karuzeli, ale widać aktualnie jestem na górze ;)

No i słonko świeci. A ja uwielbiam słoneczną jesień, to moja ulubiona pora.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz