7 marca 2013

Żyję. Ale co to za życie. Pierwszy raz miałam stuprocentową grypę i w końcu wiem, po co ludzie się na to cholerstwo szczepią. Przez tydzień mnie nie było wśród żywych. Było mi wsio rybka czy dzieci jedzą, siedzą, oglądają tv 12 godzin na dobę i czy wszystko się kula. Leżałam, usiłowałam spać i tylko zbijałam temperaturę. A jakby kto nie wiedział ja nie miewam temperatury, to moja czwarta w życiu. W każdym razie nikomu nie życzę grypska, zwłaszcza z nocnymi atrakcjami w postaci przyssanego ssaka, który widać chyba wyciągnął z mlekiem matki jakieś przeciwciała, bo poza dwoma "niewyraźnymi" dniami nic mu nie było. Mimo wyjątkowo mocnej ekspozycji na wirusa. Bo radę pana doktora o maseczce mogłam sobie wsadzić, dusiłam się i bez tego.
Teraz powolutku sobie dochodzę do żywych, słaba jestem jak niemowlak, a jeszcze przyplątało się zapalenie zatok, więc zaprzyjaźnię się znowu z NFZ. 
Ale nic to, jak powiadał Hajduczek, słonko wyszło, zrobiło się ciepło i człowiekowi znowu zachciewa się żyć. Zwłaszcza jak rano widzi uśmiechnięte gębusie obok siebie. Kajetanek w kółko powtarza "cieść" i "da, da", że nie wspomnę o sztandarowym "nieeeeeeeee", a i u reszty zauważam oznaki wiosennego ożywienia. W pracy roboty mam wysoki stosik, więc też nie jest źle. Teraz tylko poproszę 10 stopni plus, żeby zrzucić zimowe kurtki i będzie git.
Słoneczka i uśmiechu wszystkim na dzisiaj życzę!!!

3 komentarze:

  1. I Tobie również uśmiechu i słoneczka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tylko czegoooooo??? I lewą ręką słabo to trzymanie mi idzie, a prawa kaput.

    OdpowiedzUsuń