29 kwietnia 2013

Weekend z dziećmi ... strach się nie bać.

Nie mam pojęcia czy tylko ja tak czarno wszystko widzę, ale ...
Wczoraj z racji drugiego samotnego dnia bez męża z trójką dzieci zakonspirowaliśmy się u babci w porze obiadku (mniam, surówka z młodej kapustki była zajebiście smaczna, olać azotany), a potem w ramach rozrywki wzięłam dwóch młodszych do pobliskiego parku na spacerek. 
Nie wiedziałam co czynię.
Do parku biegłam truchtem, bo buncik dwulatek za cholerę ręki nie poda, więc trzeba go było zgarniać z ruchliwej ulicy. 
Przystanek pierwszy - placyk zabaw. Dla malutkich dzieci jak znalazł, ale Kubę interesowała tylko karuzela. Już zajęta. Bo w niedzielne popołudnie wyszło tam chyba pół Chojnic z dziećmi. Moje latorośle latały jakby im kto motorki przykręcił. Z tym, że Kajtka zdecydowanie bardziej interesowało latanie niż bawienie. 
Na hasło "idziemy karmić kaczuszki" chłopaki pomknęły z szybkością błyskawicy i głośnym "kwa, kwa" w kierunku pobliskiej wody. Ledwo zdążyłam Młodego odciągnąć, bo już prawie się turlał w kierunku akwenu. 
W tym miejscu serdecznie chciałam podziękować tym, co park zaprojektowali. Za:
- ilość wody na terenie - system jeziorek i kanałów jest fajny, ale nie jak się ma małe dzieci, które chcą się kąpać nawet w kałuży,
- strome skarpy zabezpieczone płotkiem sięgającym dzieciom do kolan - jak się dobrze rozpędzą to albo przeskoczą albo spektakulanie rozłożą ze spadkiem w kierunku wody,
- balustrady na mostkach zaprojektowane nie wiem przez kogo, ale bym w d... go kopnęła, bo przepisowych 12 cm z pewnością między poszczególnymi elementami nie mają - Kajtek lat dwa z łatwością przeciskał łeb usiłując nakarmić "kwa, kwa".
Z lekkim drżeniem serca nakarmiliśmy kaczki i "jiby", z naciskiem na te drugie w ilościach hurtowych. Kotłowały się jakby nic do żarcia nie miały od tygodnia. Jak nic przy takiej niedzielnej diecie wyrosną z nich niedługo potwory, bo małe nie były. Dobrze, że chociaż wędkarze patrzyli na nas przychylnym okiem, bo reszta spacerowiczów tak jakoś dziwnie. Przy czym wcale im się nie dziwię.
Kajtek darł się na całe gardło "jiby am", "ciem tutaj" i w przeważającej większości "nieeeeeee". Ja usiłowałam zgarniać go przed rolkarzami i rowerzystami ze ścieżki, przekonywać do kierunku marszu "za starszym bratem", ale opornie mi szło. Zaliczyłam trzy jeziorka "mama ciap, ciap", dwa place zabaw ( na których byłam jedną z niewielu matek, które puszczały dziecko luzem i patrzyły czy się krzywda nie dzieje), długie kilometry chodnika "nie w tym kierunku". Wyniosłam w końcu Kajtka wrzeszczącego pod pachą (co przy nadwyrężonym nadgarstku wprawiło mnie w "szampański" humor) ku uciesze reszty matek posiadających dzieci zgodne i grzeczne, a przynajmniej mniej ruchliwe i głośne oraz ku zbulwersowaniu osób nie posiadających potomstwa i chcących w spokoju delektować się pięknem parku.
Bo park odnowiony piękny jest zaiste. Sama bym chętnie założyła rolki i nieśpiesznie udała się podziwiać jego uroki. Bez dzieci.
A jak już weszłam do domu odpaliłam starszyźnie "Avengers", a Młodemu "Auta dwaaaaaa" i poszłam się zresetować przy kawałku drożdżówki z colą. I przy lekturze "Architektury", co mnie zamiast uskrzydlić zdołowało do końca.
Po wyszorowaniu towarzystwa w wannie padłam z nimi tak skutecznie, że powrotu miaużonka nie zarejestrowałam zainstalowana między Kubkiem i Kajtkiem. Zwlokłam się tylko z wyrka gdzieś koło drugiej w celu wymiany niewygodnych dżinsów na piżamkę i umycia się, po czym padłam dalej.
I już się boję długiego weekendu.

2 komentarze:

  1. witaj w klubie;) u mnie też trójka...trochę większa ale równie "wesoło" mam:) Pozdrawiam ciepło życząc siły i spokoju na długi weekend:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Kajuś, dawno Cię nie czytałam, ale z przyjemnością nadrabiam ;) ja omijam wszelkie place zabaw szerokim łukiem, ale za kilka m-cy jak mój Kubek podrośnie znów wypadałoby się pokazać :P :D buziaki :*

    OdpowiedzUsuń