13 maja 2013

A było tak pięknie ... i się skończyło.

Miałam prawie tydzień wolnego.
Kacper wojażował na szkolnej wycieczce Budapeszt - Słowacja - Kraków. Kontakt sms-owo telefoniczny w zupełności nam wystarczał.
Kubek w czwartek został "sprzedany" do ukochanej babci Danki. Pierwszego dnia ciągle dzwonił, najczęściej pytając kiedy wróci Kacper (potrzebny bratu do instalacji jakiejś gry na kompie), potem słuch o nim zaginął ;)
Miałam wielkie plany rowerowe, bo zostało mi fotelikowe dziecko nr trzy, ale pokrzyżowała te plany pogoda i choroba Młodego. Pogoda wiadomo, podlewała kwiatki, racząc nas przy okazji gradem wielkości grochu. A choroba Kajtka była ta sama co starszych braci. Katar - kaszel - chrypka. bez temperatury, więc nawet nie ma co liczyć na fachową lekarską pomoc. Chłopaki są chore nadal i nie bardzo wiem, czym i ile mam ich jeszcze w domu leczyć zanim zapiszę się w kolejkę do lekarza. Dodatkowa komplikacja to fakt, ze Średniak miał mieć właśnie baaardzo zaległe szczepienie sprzed dwóch lat, a Kajtek MMR-kę. Bez wielkich wyrzutów sumienia znowu przekroczymy termin.
Tak więc miałam wolne, bo rodzice trójki doskonale zdają sobie sprawę, że jedna sztuka mniej w inwentarzu oznacza całkiem sporą dodatkową dawkę ciszy i spokoju. A dwójka to już prawie luksus, zwłaszcza jak zostaje w domu dziecko najcichsze, najmniej upierdliwe i najbardziej pomocne. Z racji choroby Kajtek właściwie wisiał na piersi, więc ja mogłam sobie przy okazji zrobić maraton filmowy.
Ale dobre szybko się kończy.
Od wczoraj mam wszystkich w domu. Czyli dostaję kota. Głośno, kłótnie, krzyki, "mamooooo" na każdym zakręcie. Usiłuję na nowo się przyzwyczaić do hałasu, a oni do domowej rzeczywistości. Jeszcze jeden dzień aklimatyzacji. Postaram się przetrwać. Wszak matka jak sierżant, musi dać z siebie wszystko.

1 komentarz:

  1. ooo skąd ja to znam;) moje mimo że duże (17,13,10) i tak wciąż wołają "mamooooo"... kłócąc się i popychając.. Znam tego "kota" z autopsji :) Pozdrawiam ciepło :*

    OdpowiedzUsuń