4 czerwca 2013

Sznureczek

Mam takowy przypięty do zadka. Każdego ranka kiedy przyjeżdża jedna lub druga babcia Kajtek zakłada sobie pętelkę na szyję, dokleja drugi koniec do mamusi i już. Ja idę do łazienki, on za mną. Ja do kuchni, on za mną. Ja do pokoju, podąża za mną jak cień. Tylko cień jest cicho, a mój syn włącza syrenę "mamoooooo". Nawet tatuś nie jest godny pocieszania, że za chwilę opuści go ukochana mamusia, cycek jego ulubiony. Łazi za mną i mędzi "mamoooo, cicia chciem". Łączy nas niewidzialna więź. To fajne, ale nie rano, kiedy łaknę ciszy, spokoju, chwilki dla siebie. Mam problem ze zwleczeniem Najstarszego z wyrka. Średniego muszę sama ubrać, żeby zdążyć potem ubrać siebie. A jeszcze czasami lubię zabrać do pracy coś na ząb. Dwie bułeczki robię czasami w trzech ratach. "Alvin i wiewiórki 3" pomagały przez tydzień, ale smak nowości minął i Najmłodszy znowu przykrócił sznureczek. Jest takie powiedzenie "nie lubię poniedziałków". Ja dodaję do niego "nie lubię poranków". Kto podpisze petycję społeczną, że matkom rano należy się pół godziny bez rodziny? I to niekoniecznie wtedy kiedy same sobie nastawią budzik i wstaną wcześniej???

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz