25 października 2013

Pisać nie piszę. Zajmuję się czymś WAŻNYM. Dla mnie. W końcu. Kradnę chwile w nocy, czasami zamiast "zarabiać" bawię się ... no właśnie ... w przedsmak zarabiania ;)? Ulepszam swoją stronę internetową, reklamuję w necie gdzie się da (za darmo), nawet na fejsie już kilka osób mnie polubiło.
Ja za to polubiłam z tuzin lub więcej stron o architekturze z myślą, żeby skupić się na jednym. Pewnie się nie da, bo w życiu kobiety ważne są także mąż, dzieci i dom (niekoniecznie zawsze w tej kolejności). Więc rozdarta jestem między poradami na temat nowoczesnych okładzin elewacyjnych a artykułami jak odpieluchować opornego dwulatka. Między ucztą dla oka i nie-ucztą dla nosa ;). Między marzeniami a rzeczywistością.
Kacper bardzo chciałby wynaleźć coś wielkiego, koniecznie być docenionym, wielkim. Nie mam sumienia sprowadzać go ciągle na ziemię. Tłumaczyć, że w większości nasze marzenia o czymś wyjątkowym się nie spełniają. A może spełniają, ale nie tak dosłownie. Bo przecież ja "stworzyłam" trzy prawie idealne największe cuda na świecie. A że nie obleczone w ściany tylko w kruchą skórę, że zamiast stać dostojnie swoją wyjątkowość ogłaszają wrzaskiem i ruchem? Jak to mawiał Hajduczek "nic to".
Kilka tworów-potworów z mojego znoju w pracy już stoi. Czasem straszą (głównie mnie brakiem jedności z zamysłem i projektem), czasem cieszą. Jak ten nie do końca zgodny z projektem (ach, ta ekonomia), ale chyba całkiem zgrabny biurowiec w Rzeczenicy.

A tutaj dwóch z trzech.



2 komentarze:

  1. He, he, zamiast zachwycać się dziećmi to architekturę podziwiasz? On, chyba masz już dosyć ;)

    OdpowiedzUsuń