28 listopada 2013

Nie wiem, czy dzisiaj to był PSM, czy inne licho, ale dogorywałam. Ranek opisałam, ale potem było tylko gorzej. Każdy gest, każde słowo, każdy czyn był wymierzony przeciwko mnie. Wszystko brałam do siebie, od rana poryczałam się z dziesięć razy, a M. miałam ochotę kilka razy rozstrzelać. Byłam też wyjątkowo nieuprzejma dla dzieci. Co zważywszy na to, iż zaliczyłam dwie awantury ze Średnim i w twarz od Najmłodszego i tak było szczytem opanowania. Po powrocie do domu byłam tak emocjonalnie i fizycznie zziębnięta, że wlazłam do wanny pełnej gorącej wody. I wtedy całokształtu dopełnił potworny ból głowy. Teraz jestem po prochach, czuje się dobrze i świat ma znowu jakby ciekawsze barwy. Trzeba było od rana zaliczyć setkę wódki i nałykać się tabletek. Czemu się głupia tak męczyłam?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz