25 stycznia 2014

Już za chwileczkę, już za momencik ...

M. chyba mnie jednak kocha (po tylu latach ;)). Szkoda, że jest weekend, bo to dla mnie dwa dni czekania dłużej. Na kuriera i moją nową "zabaweczkę". Pana Kindelka. 
 Po raz kolejny szukając jakiejś pozycji książkowej trafiłam na nią tylko w wersji nie-papierowej. Niby mogłabym na kompie, ale przy czytaniu lubię zwinąć się w kłębek, a siedzenie z grzejącą w nogi baterią lapka jest mało komfortowe. Zainspirowana moją idolką, która ciągle chodzi po domu z jakimś elektronicznym gadżetem i zamiast pilnować dzieci ciągle czyta ;) (kochana, wiesz, że tak nie myślę, ja ci tylko zazdroszczę poziomu, który pozwala ogarnąć ta całą elektronikę ... i dzieci jednocześnie ;)) popatrzyłam przychylnym okiem na czytniki. Tylko nie wiedziałam, że tego tałatajstwa w sieci jest tyle do wyboru. Osiołkowi w żłobie dano ... i na dwa wieczory utknęłam w poradach. Z powodów oczywistych i boleśnie egzystencjalnych wybrałam wersję classic. I to cudeńko do mnie już jedzie. Jeszcze w życiu tak niecierpliwie nie czekałam na e-maila o nadaniu przesyłki i teraz przebieram nóżkami z radością, że może już w poniedziałek. Już za chwileczkę, już za momencik życie z Kindelkiem zacznie się kręcić.
A mężusiowi dziękuję. Jesteś wielki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz