23 stycznia 2014

moje "Okno na świat"

      Jak zwykle, kiedy kolejny syn wyrasta z pampków i bezcennej obecności mamusi wzrok odwracam w stronę tego, co lubię (poza rodziną oczywiście).

Czyli do architektury.
Zaczyna się niewinnie od czytania branżowej prasy w ilości większej niż dwie szpalty do snu. Potem szperanie w necie. Tyle pracowni, stron, portali. Choć na facebooku jestem już jakiś czas, to dopiero niedawno odkryłam mnogość stron poświęconych architekturze. Większość polubień nie przetrwała próby czasu, ale kilka interesujących zostało. Lubię zwłaszcza te, które prezentują polską architekturę, głównie z powodu moich ograniczeń językowych (to kolejny po dojściu do formy punkt na mojej liście życzeń), choć nie tylko.
   Głównym chyba bodźcem do śledzenia rozwoju rodzimych zmagań architektów jest pytanie, które mi się od razu nasuwa "jak oni to robią?". Pierwsze podstawowe skąd biorą inwestorów, którzy cenią dobrą architekturę? Skąd czerpią inspiracje? Jak postęp myśli technicznej widać w ich budynkach?
   Architektowi z dużego miasta czasami trudno zrozumieć rynek małych miast. Trudno pojąć, że słowo "tanio" jest najczęściej używanym słowem w rozmowach z inwestorem. Trudno pojąć frustrację gdy pierwotna koncepcja, nocami kreślona w myślach, przyobleka się w formę daleką od ideału. Gdy ideał sięga prawie bruku, gdy elewacja z paneli stalowych zamienia się w tynk z boniami. Gdy fasada strukturalna podzielona zostaje na zwykłe okna. gdy zamiast balustrady przez duże B dostajemy tralki. I gdy w końcu zapłata za projekt ze złota zmienia się w tombak, bo "inni zrobią mi to za 500 zł".
   A może nie tak trudno? Oni pewnie mają inne gaże za projekt, ale też walka o klienta w przepełnionych architektami dużych miastach, do łatwych nie należy. Nie wspominając o pracy "u kogoś", tam posunięta do granic absurdu w wykorzystywaniu nadgodzin.
Ale w sumie wpis miał być o czym innym niż o naszych małych polskich realiach.
   Miał być o wspaniałym narzędziu kontaktu, jakim jest internet. O poznawaniu innych ludzi parających się tym samym. O fantastycznych projektach, których ilość przerasta granice percepcji. O moim "oknie na świat". Siedzę sobie w domu, zmywarka myje za mnie naczynia po całym dniu karmienia rodziny, a ja wychodzę "przed dom" i patrzę, co się na świecie buduje. Radość dla oczu, choć czasem, jak w przypadku "koszmarów" także zgrzytanie zębów.
   Linki do ulubionych portali, pracowni, stron zamieszczam obok. Dodam niedługo linki do facea, bo tam najwięcej siedzę.
Teraz idę poczytać "Źle urodzone" ...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz