25 stycznia 2014

Źle urodzone.

Wczoraj skończyłam czytać. W wannie. Nie zauważyłam, że woda wystygła.
Już dawno książka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. 
Z jednej strony szata graficzna. Przepiękna okładka, lekko ryflowana. W środku dużo zdjęć, także archiwalnych. Kredowy papier, ładna czcionka, przepiękna grafika. Już tym samym można sie zachwycić.



A w środku ...
Historia lekkim słowem pisanym. Czyta się ją jak interesującą powieść. Opisy budynków nie są suchymi faktami. Przeplatane ludzkimi losami stają się barwne, żywe. Wybiórczo, bo o temacie projektowania poprzedniej epoki politycznej można by napisać grube tomy, pokazuje jakie były realia projektowania w czasach prl-u. A były zupełnie inne. Teraz zniewoleni jesteśmy komercją, służeniem zachciankom inwestorów. Wtedy górowała nad wszystkim poprawność polityczna i normatywy. Ale, jak widać na kartach tej publikacji, można to było obejść i zaprojektować. No właśnie, co? Z jednej strony budynki i układy urbanistyczne, które dla fachowca są przykładem jak rozwijała się myśl techniczna. I że mieliśmy w Polsce uznane na świecie autorytety w dziedzinie architektury. Niektóre obiekty to perełki unikaty na skalę światową. Z drugiej - zderzenie z ciasnotą, niewygodą, normatywami, które ludzi wciskały do ciasnych klitek. I tylko kilka nazwiska, które próbowały z tym walczyć. Poczytajcie o Halinie Skibniewskiej i jej walce o zieleń. Albo o małżeństwie Hansenów, których Forma Otwarta na stałe weszła do kanonu myśli architektonicznej.
Rozmowy z przyjaciółmi, projektantami, liczne anegdoty czynią tę opowieść ludzką. Pokazują nie tyle samą architekturę co losy jej powstawania, a często i upadku. 
Dla mnie książka ma też wartość sentymentalną. Opowiada o czasach, kiedy byłam małą dziewczynką. Kiedy chowając się za spodniami taty chodziłam do jego zakładu pracy. Kiedy podglądałam jak robił makiety kościoła (kto wtedy słyszał u nas o programach 3D), a potem widziałam, jaki był zdenerwowany bo musiał się tłumaczyć w komitecie partii. Kiedy nasz pies zeżarł tacie kilka dni pracy - projekt kreślony na kalce (i to nie Cansonie). 
"Źle urodzone" Filipa Springera powinny wejść na stałe do kanonu obowiązkowych lektur na studiach. Na studiach, które za moich czasów w ogóle nie uczyły historii architektury współczesnej Polski. Architektury, którą niejednokrotnie możemy chwalić się na świecie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz