7 lutego 2014

Ku pamięci - pierwsza krew ;)

Ci, co na fejsie to wiedzą. Ja muszę zapisać ku pamięci.
Kajtek, lat prawie trzy we wtorek wieczorem zapodał rodzicom mocny akcent na koniec dnia. Goniąc za Kubą poleciał brodą na krawędź łóżka (wiwat umiłowanie matki do wystających elementów prostokątnych) i brodę oną sobie był rozciął. Po otarciu morza krwi ukazał się matce obraz nędzy i rozpaczy, czyli dziura przez duże D. Pomna blizny sprzed lat prawie dwóch lat, umiejscowionej przy prawym oku i czyniącym z dziecka lewego profilu profil skośnooki, matka zawyrokowała "jedziemy na pogotowie". Niech fachowcy ocenią czy szyć warto, czy nie warto. Z wyjącym wniebogłosy "ja nie chciem do pitala" Najmłodszym matka udała się samochodowo na pobliski oddział ratunkowy (widać go z okna na poddaszu). Odwróciwszy uwagę poszkodowanego pięknym gwiazdozbiorem i jasnym sierpem "cienzyca" popędziła po schodach ku dyżurce. Sprawa została załatwiona w miarę (jak na warunki pogotowia) szybko i po żółtej kresce na posadzce udała się w kierunku gabinetu dyżurujących chirurgów. Miły pan doktor po życzliwych uwagach na temat sadyzmu swego zawodu czynionych przez matkę zbadał ofiarę i orzekł, że owszem, szyć trzeba, bo miejsce nieciekawe, narażone na rozciągnięcie (co zresztą ofiara zębami od kilku minut sama demonstrowała). Przygotowania do zabiegu "z poradnika młodego sadysty" przedłużyły się o trwającą minut kilka rozmowę telefoniczną lekarza i zabawianie w tym czasie matki przez asystenta rozmową ogólną (dzieci, wypadki, szycie czyli robótki ręczne). Syn w tym czasie spoczywał w ramionach rodzicielki usiłując wcisnąć się pod obojczyk i zachlastać krwią resztki czystej odzieży. Samo szycie poszło w miarę sprawnie, czym matka była mocno zdziwiona. Albowiem w gabinetach zabiegowych mają lampy bardzo jasno świecące i poszkodowany oślepiony dającym po gałach oświetleniem był zamknął oczy i odpłynął. Cicho jak mysza, nawet nie drgnął przy podawaniu znieczulenia. Pewnie ze strachu i niewiedzy co go czeka. Szwy założone zostały dwa. Precyzyjnie, koronkowa robota. Papierologia załatwiona błyskawicznie z uwagą "proszę przyjść ściągnąć szwy po tygodniu jak będzie co ściągać". Prorocze słowa objawiły swoją prawdę po dwóch dobach, kiedy to ofiara zdołała jakimś cudem pozbyć się w nocy jednego szwa. W międzyczasie raczyła też mamę opowieściami o tym, jak strasznie było u "pana doktola". 
Ja: "Jak jutro przyjdzie babcia opowiesz jej, jak było w szpitalu"
Kajtek: "Tak, opowiem jej stlasnom bajke".
A nadzieję, że boląca japa pozwoli w miarę bezproblemowo odstawić mlekopija od cyca pozostały w sferze marzeń "na później". Sumienie nie pozwala albowiem odmówić spragnionemu  cycocholikowi masochistycznych zabiegów związanych ze ssaniem obolałym i spuchniętym dziobem. Dzieci zaiste wytrzymałe są w bólu albo, co pewnie prawdziwsze, niewprawne jeszcze w bolesnym marudzeniu (bo o zabawki i tv marudzić jednak potrafią).

1 komentarz: