13 lipca 2014

Popatrzyłam na datę ostatniego wpisu i ... aż wstyd.

Dzisiaj niewesołe myśli. Mam wrażenie, że dmuchana bańka ciągle się powiększa i za chwilę pęknie. Staram się nie czytać i nie oglądać wiadomości, ale co nieco do mnie dociera. Strach o własną przyszłość. Deregulacja zawodu, rozporządzenia i ustawy o energii pierwotnej spędzają sen z powiek. Stawiają pod znakiem zapytania możliwość godnego zarobienia na życie. Bo jak się nie będzie budować to z czego popłacić kredyt? Myśli o wyjeździe też nie pocieszają. Bo bez języka, z trójką dzieci, kredytem na dom, w naszym wieku? Poza tym wszędzie będziemy obcy i jak coś się posypie to pierwsi do odstrzału. Niepokój o przyszłość dzieci paraliżuje umysł. I nie wiem już czy na świecie tyle się dzieje złego,? Czy po prostu w dobie internetu i masowego zdziczenia mediów całe to bagno po prostu szybciej i mocniej dociera.?
Ot, po prostu wstałam dzisiaj lewą nogą.
I półpasiec, menda wredna, dokucza. Znosiłam piekący ból łopatki i połowy pleców bez skargi. Ale to wredne paskudztwo wylazło mi właśnie na biuście. I to w miejscu, że tak powiem, wydekoltowanym. A lato jest. Może nie w pełni że tak powiem (takie się jakieś "angielskie" zrobiło) ale zawsze lato. Jezioro, basen. A ja uglebiona. I ze świadomością, że to zaraźliwe, troszeczkę z niepokojem wypatruję ospowatych krost u dzieci. Jak armagedon to armagedon ;)
Ale największą bolączką jest fakt, że nie mogę ćwiczyć i biegać. Kto by pomyślał. Pół roku temu patrzyłam na facebookowe wpisy wysportowanych koleżanek bez większego entuzjazmu. A teraz ruch stał się codzienną potrzebą. Trzy razy w tygodniu bieganie, dwa - fitness, jeden - basen albo ćwiczenia z youtube. Jillian Michaels, Mel B lub Chodakowska. Bo w końcu po 3 miechach fitnessu z Patrycją widzę efekty. To daje kopa i motywację. I nabieram ochoty na więcej. Tym bardziej, że i mężu się wziął. U niego bardziej spektakularne efekty. Cóż, zawsze wiedziałam, że faceci mają lepiej, ale w kwestii zrzucania wagi to już doprawdy jest bardzo niesprawiedliwe. On postawił na siłownię i rower. Trasę 55 km śmiga w trymiga. Moja waga ledwo drgnęła, ale walczę. Największy problem mam ze zdrowym odżywianiem. Ale nad tym też pracuję. Mam cel - w przyszłym roku Chojnicka Noc Biegacza i Bieg św. Dominika w Gdańsku.
A dzieci jak to dzieci ... rosną. I małe dzieci generują mały kłopot, a duże - duży. Życie ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz