2 grudnia 2014

Cena spokoju ...

Dżizas, jak sobie radziły nasze mamy? Myślałam, że jak na chwilkę dam im pograć w "maiklafta" to będę miała 15 minut względnego spokoju. Na dojście do siebie, bo ciężki dzień za mną. A figa. Ta komórka nie naładowana, trzeba podłączyć (Najmłodszy robi spektakularne "buuuuuuu"), druga się nie łączy tak szybko jak trzeba (Średniemu lecą po twarzy łzy złości i rozżalenia). Potem następuje apogeum ryku i wrzasku. 
O!!!... po interwencji mamy, zresetowaniu komórki siedzą spokojnie (hmmm, można tak to nazwać) i "grają". Widzą siebie, nakierowują, gadają (zwłaszcza Kubek) i cmokają. Polecenia wydaje Kubek, a Kajtek (o dziwo!) poddaje się bez zastrzeżeń.
Pominę milczeniem fakt, że 15 minut spokoju okupione zostanie za pół godziny sceną dramatyczną rozdzielenia bliźniaków syjamskich, tfu, komórkowych za pół godziny. Ot, cena kompromisu rozumu z lenistwem. Nic to, po lekturach szkolnych te dramaty nie robią wrażenia. Tylko przeciąg w głowie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz