3 grudnia 2014

Na kontrę dla poprzedniego wpisu o dobrych projektach ... trafiłam na mur. Urzędniczy, prawny (kto pisze te kretyńskie przepisy?), mentalny. Mam dwa projekty, w których przerabiam stary projekt zmieniając dwa pomieszczenia na krzyż w środku i produkując dokumentację liczącą kilkadziesiąt stron. Zawracając dupę rzeczoznawcom p.poż. i sanitarnym, męcząc się z uzasadnieniem oczywistych zmian. Składając rysunki na formacie, bagatelka, A0. I licząc na to, że za chwilę te opracowania nie zetkną się z "widzi-mi-się" urzędników. Na półce czekają dwa odwołania do sejmiku wojewódzkiego, jedna zmiana decyzji i jeden projekt do poprawki dotyczący nazwy inwestycji (o który mogłabym się kłócić i bym wygrała, ale czasu brak inwestorowi), która to poprawka skutkuje wydaniem nowej decyzji o warunkach zabudowy (sprawa "ciągnie się" w urzędzie od lipca). Tworzenie to naprawdę drobny i najprzyjemniejszy ułamek mojej codziennej pracy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz