1 grudnia 2014


W końcu trafił mi się inwestor, który ciągnie mnie w górę. Dzięki Tomasz. Przyzwyczaiłam się do sytuacji, w której ja projektuję coś z nowoczesnych materiałów, stosuję jakieś wygibasy z formą, a potem ... wyszło jak wyszło ... materiały stają się "najtańsze", forma zostaje zakryta wielką reklamą sklepu, a ja ... no cóż. Wtedy czuję się jak zmokły pies. Bez werwy, bez serca do pracy, bez odwagi, by za każdym razem przekonywać inwestora do swoich racji. Przysypiam, powszednieję, rozleniwiam się. Teraz jest odwrotnie. Okazuje się, że wcale nie musi być drogo, żeby było ładnie. Że mniej znaczy lepiej, a "czyszczenie" elewacji ze zbędnego detalu daje całkiem ciekawe efekty. Dodam też, że mój inwestor każdy nowy pomysł przekuwa od razu w prototyp, więc mam okazję zaraz, szybko, zobaczyć efekt naszych (a właściwie głównie jego) pomysłów. Jak choćby ten z zastąpieniem modnego deskowania znacznie ciekawszymi płytami ze sklejki. To taki pozytywny zastrzyk energii. Zwłaszcza, ze Tomasz ma milion pomysłów na godzinę i nie sposób się nudzić. Może tylko jest problem ze zdecydowaniem się na któreś rozwiązanie i skończenie projektu na czas ;)
 
 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz