19 kwietnia 2015

Słoneczko

W końcu ...
Rano człowiek inaczej wstaje, inną ma motywację ... od samego ranka power.
Poszłam spać po 2-giej z wieczornym fervexem na dobranoc. Sny jak zwykle po tym cholerstwie ciężkie, chociaż nie tak jak ostatnio, kiedy przez pół nocy usiłowałam się przygotować do startu i biec ;) (a potem wstałam wypompowana jakbym co najmniej 20 km przebiegła).
Mąż, dobry pan, ludzki, rano zawinął towarzystwo, nakarmił nawet (potem zastanawiałam się, gdzie znikły wszystkie kotlety z wczorajszego obiadu), dał żonie pospać do 8-mej. Czyli jak na moje standardy to caaaałkiem sporo.
Otworzyłam oczy, spojrzałam przez połaciówki na słoneczne rano, poruszałam łebkiem w jedną i w drugą stronę (nic nie boli, nie telepie się mózg oddzielnie od czaszki), wstałam i mężowi zakomunikowałam, że owszem, zostawiam go z chłopakami dalej i idę pobiegać.
Wsunęłam pół banana, ciacho ryżowe i herbatę (z cukrem! Kajtek nie wypił), nałożyłam ciuchy i pulsometr (dzięki Szwagrze!), zadzwoniłam po koleżankę (nic z tego, niedziela 8:30!), rozgrzałam się i pobiegłam. Spokojnie, marszobiegiem poturlałam się prawie godzinkę i (o dziwo!) zrobiłam prawie 6 km. 
Odkąd olałam plan treningowy na 10 km, który przy takim chorowaniu nie miał szans przeżycia i skupiłam się na budowaniu formy od "0" biega mi się przyjemniej i lżej. Nogi tak nie bolą, półpaścowe dolegliwości odpuściły, zadyszki brak. Co prawda ta moja nieszczęsna nadwaga nadal powoduje, że wskazania pulsometru znacznie przekraczają 70% HRmax, ale nad tym też popracuję. Jak tylko skapnie mi jakaś kasa zamówię dietę z vitalia.pl, sprawdzoną przez szwagra. Jakoś mi bardziej po drodze "normalne" jedzenie niż zdrowe żywienie wg Chodakowskiej i Lewandowskiej. Muszę mieć coś prostego, z łatwo dostępnych i tańszych produktów. Bo inaczej na razie nie ogarnę. Za - bardzo - lubię - jeść (słodycze!!!). Przy moim zwariowanym trybie życia i odkładaniu wszystkiego na później każda dieta i regularne treningi stanowią niezłe wyzwanie. Zwłaszcza w głowie.

A po bieganiu było pyszne śniadanko. I spacer nad jeziorem z dziećmi. 
A teraz do roboty, czeka mnie kolejne wyzwanie - trzy wielkie góry prania i projekt. Ciekawe, które wygra ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz