31 maja 2015

Jak się nie ma, co się lubi ... czyli o cnocie cierpliwości, którą może nabędę ;)

   Bardzo długo opierałam się myśli, że w tym sezonie nie pobiegam ... Zaprzeczałam, złościłam się, rozstawiałam rodzinę po kątach naprzemiennie z nadzieją, że szybko stanę na nogi.
    No wygląda na to, że szybko nie "stanę", bo rehabilitacja zajmie mi dobry miesiąc, a na efekty pewnie poczekam jeszcze dłużej.
   Cały czas szukałam jak pies gończy winowajcy bólu, a rzeczywistość ... no cóż, wygląda na to, że dzisiejsze dolegliwości to efekt bezpośredni i pośredni macierzyństwa i ukochanej pracy. Ciąże, porody, noszenie dzieciaków na biodrze, wnoszenie wózka z zakupami na schody, garbienie się podczas pracy. Nie wiem, co było zapalnikiem. Może nowe buty biegowe z dużą amortyzacją (baj, baj, posłużą już chyba tylko na rower), nieprawidłowo wykonane wypady do tyłu, a może po prostu ... za dużo, za mocno, za bardzo.
   Dosyć, że kręgosłup zbuntował się na całego. Ostatni miesiąc upłynął pod znakiem prześwietleń i konsultacji lekarskich, które oprócz lekkiego skrzywienia kręgosłupa nie wykazały niczego niepokojącego.
   Wizyta u fizjoterapeuty za to zaowocowała całkiem konkretnymi wnioskami. Poskarżyłam się na uczucie, które mam od jakichś 4 miesięcy. Uczucie paskudne, że mam krótszą jedną nogę. Tą, po której ból wędruje od kostki przez kolano, żeby w końcu umiejscowić się na dobre w biodrze. Ćmi, ciągnie, paskudne uczucie piłowania kości. Bardzo miły pan położył mnie na stole, poukładał, powykręcał i stwierdził, ze owszem, jedna noga wydaje się krótsza. Ale tylko się wydaje, bo ... mam paskudnie wykręconą miednicę. Bingo. Po uroczej godzinie różnych porad połączonych ze znęcaniem się, wyszłam bogatsza w wiedzę, co mi na razie wolno, czego nie, no i ofcors, ile kasy mi ucieknie z kieszeni. 
   No więc na razie dla własnego dobra biegać nie powinnam. Jeździć na rowerze też nie, przynajmniej na moim. Jak się zaopatrzę w damkę to ewentualnie. Zostają spacery, nordic walking, basen. Ostry fitness, siłownia odpada. Ćwiczenia na kręgosłup, stabilizacja i ćwiczenie mięśni głębokich brzucha - jak najbardziej. Joga - wskazana.
   Zadzwoniłam do organizatorów biegu Tu Night Chojnice, zamieniłam bieg na spacer z kijami.
I ćwiczę.
Planuję dwa razy dziennie. Kręgosłup - chodzenie albo kręgosłup - nordic.
Chciałabym chodzić na jogę (jak starczy mi kasy). Albo ćwiczyć sama z pomocą płyty (jak nie starczy).
A na razie cierpię. Dzień bez prochów dniem straconym. Po rehabilitacji zdycham następnego dnia. W zależności od tego, co aktualnie fizjoterapeuta ponaciska i powygina boli mnie albo kręgosłup w okolicy lędźwiowej, albo biodro i cała noga. Fuck. A siedzieć przy kompie trzeba.
Plus taki, że strzeliło teraz, kiedy mogę dużo ponaprawiać sama ćwiczeniami. I to, że aktywowałam Najstarszego syna do spacerów z matką. Łapię kontakt i nabijam km. A on gada i robi fotki. I więcej pomaga w domu ;)
A ja ... uczę się cierpliwości. Zawsze miałam z tym problem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz