29 września 2015

Rowerowe wakacje ...

W te wakacje, które zdecydowanie dla rodziców z wakacjami nie miały NIC wspólnego, rodzice postanowili ... pomyśleć o sobie. Nie znaczy to oczywiście, że wybuchła między nimi młodzieńcza miłość czy takie tam, ale zdecydowali, że skoro mają tak masakrycznie mało czasu DLA SIEBIE to spędzą go tak jak SAMI chcą, a nie jak dotychczas, dogadzając synom.
Dwoje najmłodszych dzielnie więc całe wakacje wędrowało od babci do babci, Kubę dodatkowo prawie co tydzień przepakowywałam na regaty. Marudził, jęczał, narzekał na brak wolnego czasu (czytaj: czasu na komputer), ale z całej rodziny to on najwięcej w tym roku pozwiedzał. Co prawda raczej bazy żeglarskie, ale co tam, z ulubionymi kolegami i dziadkiem. Którego od tych wakacji zwać będziemy fundamentalistą żeglarskim. Zwał jak zwał, dziadek dotychczas zupełnie nie-wnuczkowy zaangażował się w to, co lubi najbardziej, czyli kompletowanie sprzętu i akcesoriów żeglarskich. Wprawę ma, łajb wyrychtował już tyle, że nawet ja się gubię. A że przy okazji chociaż jeden wnuczek łyknie trochę jego obecności, nie jest źle. Babcie sprawiły się dzielnie, a ja z ulgą przekazywałam chłopaków od jednej do drugiej. Wyrodna matka. W tym roku moje zmęczenie okołodzieciowe sięgnęło zenitu.
No i doszły jeszcze ... rowery. Kolejne podejścia do biegania były ... hmmm ... trudne i kończyły się szybko bólem pleców i nogi. A po rowerze ... obleci. Jak zrobię od razu ćwiczenia rozciągające to prawie nic nie boli. No i jeszcze mogę jeździć z Maciejem albo Kacprem (tak tak, najstarszy został z rodzicami i oddawał się w spokoju chemii, grom i e-bookom). Dzięki koledze poznanemu przez fejsa, z którym twarzą w twarz stanęłam dopiero na Nocnym Turze, rozkręciła się nieformalna grupa miłośników rowerów. Zaczęły się rajdy. Najpierw wkoło komina, czyli po ścieżce rowerowej. Fejs to cudowne miejsce, zagada jeden do drugiego i robią fajne rzeczy ;) Więc i my przez fejsa pojechaliśmy najpierw wokół Parku, potem do Fojutowa, na Rajd Kaszubskiej Marszruty, a w ostatnią sobotę w okolice Miastka. Dzięki wsparciu Lecha, przewodnika PTTK, trasy są ciekawe. Nie tylko rowerowo (bo z tym różnie bywa), ale zwiedzamy także lokalne atrakcje.

Pierwsza wyprawa.
Chojnice - Męcikał - Brusy - Wielkie Chełmy - Drzewicz - Swornegacie - Charzykowy - Chojnice

Start spod Kauflandu. Trasa przyjemna, w połowie mi nieznana. Nasza ścieżka rowerowa to część Kaszubskiej Marszruty. Dużo lasu, jezior, fajne widoki. Ale najfajniejsze - towarzystwo.

 
 
  
 


Ta wycieczka mało mnie nie zabiła. Nie dosyć, że dużo km to jeszcze niemiłosierny upał. Trafiliśmy w najcieplejszy dzień tego lata. Macieja termometr wskazywał 43 st. w słońcu. Pierwszy raz zdjęłam kask, bo mózg usiłował mi się zagotować. Pierwsza część trasy była niezwykle przyjemna, bo wyjechaliśmy rano i droga biegła prawie wyłącznie przez las. To słońce ... jeszcze widzę te migające przez liście promyki i czuję ciepło. Stanęliśmy w Fojutowie, zwiedziliśmy akwedukt i usiłując coś przekąsić podziwialiśmy tłumy turystów czekających w kolejce na basen. Dziwne zważywszy na to, że to obok kanału, a w promieniu 30 km jeziora. Droga powrotna miała prowadzić przez pola, ale komisyjnie przegłosowaliśmy ten pomysł i ... to był strzał w dziesiątkę. Nie wiem czy dałabym radę dojechać do domu przez pola. Już przez las było nie do zniesienia. Z nieba dosłownie lał się żar. nauczka na przyszłość ... rozsądek podpowiada w taką pogodę siedzieć w domu albo wodzie, rozsądku trzeba słuchać.

 
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz