26 października 2015

Rajd Rowerowy w okolice Miastka - 26 IX 2015 r.

Janusz wyszykował taką przyczepkę, że mucha nie siada. Spokojnie możemy jechać na ten Bornholm. Ale, ale ... nie tak szybko, Wkoło nas tyle ciekawych miejsc, które warto zobaczyć. Dzięki Lechowi, który jest przewodnikiem PTTK, trasa kolejnej wędrówki zostaje ściśle wytyczona. Rowery zapakowane, banany na twarzach, humory i pogoda dopisują. Obieramy kurs na Miastko. Lechu z Mirką jadą swoim samochodem, Ala, Maciej, Wojtek, Marek i ja ładujemy się do wozu Janusza.


Miastko miga nam tylko naprzemiennie wykonaną ścieżką rowerową (uwielbiam ten chaos na ścieżkach i przejeżdżanie z jednej strony na drugą). Zaraz za miastem górka. Cieszę się, że Maciej kupił czapkę Brubeck pod kask, bo wiatr duje jak szalony. Całe szczęście w połowie wycieczki ucichnie, wyjdzie słońce i zrobi się bardzo ciepło. 
Dojeżdżamy do pierwszego przystanku. 
Wołcza Wielka, czyli dwór, kościołek na rozstaju i poszukiwania włochatek krowy ;)

"Miejscowość położona jest w odległości 4 km na południowy-zachód od Miastka nad jeziorami: Wołczyca i Kościelne. Ma zaledwie 300 mieszkańców, ale na Pomorzu stała się znana za sprawą niemieckiej hrabiny Ehrengard von Massow. Była primadonna berlińskiego baletu zamieszkała w Wołczy Wielkiej - dawnej wsi rodzinnej swego męża, którą w 1945 r. wraz z rodziną musiała opuścić. Na początku lat 90. XX w., mając ponad 70 lat i żadnego doświadczenia w hodowli bydła, założyła w Wołczy Wielkiej hodowlę włochatych, czerwonych krów. W tej odważnej decyzji wspierał ją brat, Jobst von Schack, pierwszy w Europie hodowca szkockiego bydła highland cattle. Zwierzęta tej rasy nie wymagają niemal żadnej pielęgnacji. Cały rok przebywają na pastwisku, jedzą tylko trawę, a zimą siano. Są hodowane głównie dla mięsa, stąd nie trzeba ich codziennie doić. W Wołczy Wielkiej znajduje się jedyna na Pomorzu hodowla bydła rasy highland cattle, prowadzona przez przedsiębiorstwo Highland Cattle Zucht. Ekscentryczna hrabina z Wołczy Wielkiej zapisała się w pamięci ludzi również jako organizatorka wielu przedsięwzięć charytatywnych. Choć nie nauczyła się języka polskiego, uczyniła z Wołczy Wielkiej miejsce atrakcyjne dla turystów. Oprócz czerwonych krów w Wołczy warto zobaczyć także zabytkowe budowle: XIX-wieczny dworek otoczony oryginalnym parkiem oraz jedyny w okolicach Miastka czynny kościół ewangelicki, który niemal w całości zbudowany jest z kamieni polnych."

Kościółek widzieliśmy z daleka, zamknięty. Na wysokiej górce, wśród zieleni robił niesamowite wrażenie. Dwór jest zaniedbany, a poszukiwanie krów zajęło Lechowi z 15 minut. Spóźniliśmy się. Ostatnia zdechła 2 lata temu ;) Jedziemy dalej, tropem małych kościółków ryglowych. 
Pierwszy Kościół Niepokalanego Poczęcia napotykamy w Świerznie zbudowany 1710 r., przebudowany w XIX w.
 

Kolejny zobaczymy dopiero za niespełna godzinę. Ale przed nami trudna trasa - polne i leśne dróżki. Piaszczyste, kamieniste, "schodami w górę, schodami w dół". Nic wiec dziwnego, że kiedy dojeżdżamy na miejsce korzystamy ze słoneczka i stołu przed kościołem Niepokalanego Poczęcia w Żydowie.  

 
Pierwszy kościół o nieznanej formie wybudowany został w XVII wieku prawdopodobnie w 1679 r. – WUOZ Delegatura w Koszalinie, natomiast źródła niemieckie podają, że już od 1571 roku pierwszym proboszczem parafii w Żydowie był ks. Martin Gruneberg – Wikipedia, der freien Enzyklopadie. Na przestrzeni wieków kościół w Żydowie był świadkiem wielu wydarzeń na tych zie miach, lecz jako niemy obiekt nie może opowiedzieć o tych wydarzeniach. W jego imieniu mówią ludzie, którym nie jest obojętne jego istnienie i pamięć historyczna. Dzięki tym ludziom, dzisiaj możemy prześledzić – chociaż w szczątkowej formie – historię tego obiektu i ludzi z nim związanych. Obecny kościół wzniesiony został w XVIII wieku (1764r.) w konstrukcji szkieletowej na miejscu wcześniej zbudowanego kościoła, którego fundament (prawdopodobnie) został odsłonięty wzdłuż ściany północnej w czasie remontu kościoła w 2009 roku. Księgi parafialne parafii Żydowo prowadzone były od 1667 roku i znajdowały się 1945 roku w domu parafialnym. Dom parafialny (plebania) znajdował się między budynkiem byłego Nadleśnictwa Żydowo, a obecnym budynkiem leśniczówki Polanów. Budynek plebanii w chwili obecnej już nie istnieje, został rozebrany przez Nadleśnictwo Polanów. Obecny budynek plebanii w 1960 roku został kupiony od PKP. Do 1945 roku mieścił się tu dworzec kolejki wąskotorowej. Wokół kościoła istniał cmentarz przykościelny. W latach dwudziestych XX wieku na terenie cmentarza został postawiony kamienny obelisk na cześć mieszkańcom Żydowa, poległym w czasie pierwszej wojny światowej w latach 1914-1918. Po 1945 roku ogrodzenie cmentarza zostało przesunięte w taki sposób, że obelisk znalazł się poza ogrodzeniem. Przed 1945 rokiem społeczeństwo Żydowa było w przeważającej części wyznania ewangelickiego. Wokół kościoła istniał cmentarz przykościelny. W latach dwudziestych XX wieku na terenie cmentarza został postawiony kamienny obelisk na cześć mieszkańcom Żydowa, poległym w czasie pierwszej wojny światowej w latach 1914-1918. Po 1945 roku ogrodzenie cmentarza zostało przesunięte w taki sposób, że obelisk znalazł się poza ogrodzeniem. Przed 1945 rokiem społeczeństwo Żydowa było w przeważającej części wyznania ewangelickiego.
Kolejna atrakcja czeka na nas po ostrym zjeździe w dół. Rozkoszujemy się z Alą pędem, odpoczynkiem po żmudnych podjazdach. Kraczę, że Lechu pewnie każe nam wjeżdżać z powrotem. I trafiam jak szóstkę w totka. Na dole czeka na nas elektrownia szczytowo-pompowa Żydowo.
Ciekawy obiekt, przystajemy na chwilkę nad wodą, grzejemy w promieniach słońca. Nikt nie pali się do podjazdu ;)

 
 
 

Na szczęście nie taki diabeł straszny jak go malują i bez bólu udaje nam się dojechać na górę. Docieramy do drogi przecinającej kanał. 


Robimy fotki, chcemy ruszać dalej, ale ... coś mnie pcha w jedną stronę kanału. Podjedźmy, proponuję. Mamy zapas czasu. Długi podjazd między laskiem i kanałem kończy się, a nam ... ukazuje się widok dnia.

Zachwycająca perspektywa na dolinę z samego szczytu przepompowni. Zauroczeni prosimy napotkanego pana o wspólna fotkę i w końcu raz widać nas w komplecie. 

 
 

Czas jednak pożegnać wspaniałe widoki i ruszać dalej. Kolejny przystanek w Dziewianach -  kościół św. Teresy od Dzieciątka Jezus zbudowany w 1818 roku.

 
 
 

Końcówka trasy wiedzie przez Sępolno Wielkie. Przysiadamy przy placu zabaw naprzeciwko śmiesznego (łowczyni wież jest zawiedziona, bo kościół wygląda jakby ktoś mu wgniótł wieżę do środka ;)), małego kościółka pw św. Wojciecha w Sępolnie Wlk z 1685 roku. 


 
Ogromny dąb rosnący na cmentarzu w Sępolnie Wielkim jest dziś pomnikiem przyrody. Obok niego znajduje się symboliczne epitafium poświęcone porucznikowi Kurtowi Humelowi z 9. pułku huzarów, który w 1908 r. zginął w trakcie lotu balonem nad Morzem Północnym. Pochodzący z Sępolna lotnik brał udział w prestiżowych zawodach o puchar Gordona Benneta. Właściciel potężnego amerykańskiego koncernu prasowego "New York Herald" ufundował przechodnią nagrodę dla zwycięzców międzynarodowych zawodów balonowych. Pierwsze zawody odbyły się  w 1906 r. W 1908 r. organizatorami kolejnych byli Niemcy. Kurt Humel nie doleciał do mety. Mieszkańcy Sępolna Wielkiego opowiadali, że tuż przed katastrofą balonu na kawałku koszuli wypisał pożegnanie i zamknął je w butelce. Ta butelka po kilku latach została wyłowiona z morza i jak głosi wieść gminna - spoczywa pod cmentarnym kamieniem. Choć jest to tylko grób symboliczny, w Sępolnie przetrwała pamięć o lotniku. Cmentarz często odwiedzają turyści zafascynowani historią niezwykłego pożegnalnego listu zamkniętego w butelce.
 

Nie byłabym sobą, gdybym nie znalazła inspiracji w postaci ceglanej kaplicy cmentarnej.

 

Ostatni przystanek to Kościół w Kołtkach. Przesycona kościołami podziwiam jednaj nie samą budowlę, a mur z otoczaków oddzielający ją od drogi i zwykłą stodołę kamienną po drugiej stronie drogi. Zwykłą-niezwykłą dla kogoś wychowanego na książkach i programach Zina o pięknie utraconym.

 
 

Po wyczerpującej jeździe wszyscy wypatrują już przyczepki. W drodze powrotnej stajemy w przydrożnej karczmie na przepyszny obiad i pod wieczór lądujemy w domu.
Fotki czarno-białe mojego autorstwa, kolorowe użyczyli Wojciech (głównie ludzie) i Lechu (przede wszystkim zabytki - cieszę się, że trafiłam na podobnego do mnie "wariata" ;))
Jutro moja i Macieja 18-ta rocznica ślubu, więc ten rajd to taki prezent ;) Wojtek z Januszem porobili nam fajne fotki. Dziękujemy.

 
 
 

2 komentarze:

  1. cudny jest Twój blog i w dodatku spot! pozdrawiam i pisz dalej, koniecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Alu, fajnie, że ktoś to czyta. Najbardziej lubiłam pisać jak dzieciaki były małe.

    OdpowiedzUsuń