Przejdź do głównej zawartości

Posty

Brat i jego idol

Easycare

Chusta Easycare. Testowa. Przyleciała i odleciała ku wielkiemu żalowi Kuby, który z wielkim sentymentem wspomina, że mama też go nosiła. I dodatkowo przepada za kolorowymi szmatkami. Chusta bardzo dobra gatunkowo, stosunkowo cienka. Kolory boskie, nasycone, intensywne. Materiał lekko śliski, bardzo przyjemny w dotyku. Bardzo dobrze mi się ją wiązało, pominąwszy fakt, że testowałam 5,2 m, które musiałam plątać dziesięć razy wkoło siebie. Nosiłam niedużo, ale muszę przyznać, że ciężar Kajtka był słabo odczuwalny. Czyli chusta spełniła swoje zadanie. Z czystym sumieniem mogę polecić.  Można ją kupić w TULA

Ferie

Cisza jak makiem zasiał. Słyszę swoje myśli, widzę przed sobą cel, jestem w stanie ogarnąć rzeczywistość. Jakże to miłe dla ucha. A jest godzina 15:30. Normalnie walczyłabym właśnie z obiadem dźwigając Młodego w Ergo, poganiając Kacpra do grania lub lekcji i opędzając się od wrzeszczącego Kuby. Ferie ;) Starszaki pewnie okupują telewizor u babci. Kajetanek z lekko niedomagającym mężem w słodkich objęciach Morfeusza. Nawet robota mi dzisiaj szła, bo druga babcia przykuśtykała pobawić się ze słodkim niemowlakiem. Jak niewiele rodzicowi do szczęścia potrzeba. Odrobiny ciszy i świadomości, że dzieci są zaopiekowane bez naszego w tym udziału. I jaki to deficytowy towar dla "młodej" matki, ta cisza. Płynne złoto, warte każdej ceny ;) Swoją drogą życie jest przewrotne. Narzekamy na nasze drugie połówki (te, które mają połówki pomagające proszę o nieodzywanie się ;)), a jednocześnie okazuje się, że tatusiowie w sprzyjających okolicznościach są w stanie ogarnąć towarzystwo z lepszym s...
Wiedziałam. No po prostu wiedziałam, że będę rypać jak osioł. Ale nie myślałam, że aż tak. Do 14-tego lutego muszę złożyć projekt, a do końca miesiąca oddać dzienniki praktyk zawodowych. Jeszcze nawet nie znalazłam zeszytów w kartonach, a muszę wypisać, bagatelka, 3 lata. A potem muszę wykroić miesiąc z życiorysu i rodziny, żeby się pouczyć do egzaminu. Szaro to widzę. Zwłaszcza, że moi dwaj szefowie wiszą nade mną z kolejnymi tematami. Do tego samopoczucie mam takie, że wycie wydaje mi się jak najbardziej na miejscu. Nie wiecie którędy do wyjścia?
Zastanawiam się czy dalej prowadzić bloga. Wszystkie moje wpisy są w głowie, gadam nawet do siebie tak, jakbym je pisała i ... czasu brak na przelanie ich na tą stronę. Chwilami wydaje mi się, że już wszystko zostało powiedziane przy okazji pisania o Kubie, ale nie. Nie da się porównać moich doświadczeń z dwójką i z trójką dzieci. Nie da się porównać tamtej uśmiechniętej mamy chorego Kubusia z totalnie zdołowaną mamą zdrowego Kajtka. Jakby na przekór sobie nie mogę się odnaleźć. Czuję się jak Neo z Matrixa. W tej scenie z przesłuchania przez agentów. Chcę coś powiedzieć, ale usta mam jak zasznurowane. Im dalej brnę w ten stan tym bardziej boję się wysunąć choćby mały róg ze swej skorupki. Jakby kontakt ze światem miał zaowocować rozpadnięciem się na tysiąc kawałków.
No i było nie zaglądać do netu i nie szukać znajomych z polibudy. Dół, marazm, zniechęcenie. Kop w dupę taki, że dolecę na księżyc. Dziżas jakie moi znajomi mają fajne projekty. Buuuuuuuu... A ja jutro zasuwam po pampersy. Howk!