Od kilku dni motam Kajtusia w nowy bambusowy pasiak Lenny Lamb o wdzięcznej nazwie Tikanga. Chusta jest naprawdę fajna. Materiał cienki, bardziej śliski niż bawełna, z lekkim połyskiem. Bardzo mały, zgrabny węzeł, sam się plącze. Chusta nie sprężynuje tak jak inne bambusy, które miałam w ręku, no i po praniu tak bardzo się nie skraca. Kolorki sympatyczne, nieco inne niż na zdjęciach producenta, bardziej nasycone. Moja Tikanga przypomina męską piżamę ;) Ale wybierałam z bogatej palety kolorów dwa dni i jakbym miała nadmiar kasy to wzięłabym jeszcze co najmniej dwie. Chusta uszyta jest bardzo starannie, nie dopatrzyłam się żadnych wystających nitek czy niedokładnych szwów. Zaznaczenie środka niestety tylko z jednej strony i w sposób uciążliwy dla mnie i Kajtka, czyli metką. Ładna ona, ale jak wszystkie metki ostra i niewygodna. Chusta wiąże się dobrze, choć, jak to przy cienkich chustach bywa, do wiązania trzeba się przyłożyć. Ale jak już wyjdzie wiązanie, to chust...