Przepraszam, że u mnie na blogu nic się nie dzieje. Łapię się na tym, że "piszę" w myślach post, próbuję przelać galopujące słowa na wirtualny papier i ... pstryk ... łączność nie styka. Usiłuję też zgrać zdjęcia z komórki na kompa, ale to też mi nie wychodzi. Chyba zatrudnię do tego fachowca, o ile łaskawie znajdzie czas. Robi aktualnie kurs żeglarski i jest, jakby to rzecz ładnie ująć, nieobecny duchem. Ciało jest, ale umysł błądzi nad książką. Pamiętając ile trudności sprawiają mi zupełnie nowe światy wcale mnie to nie dziwi. Aparat poszedł w odstawkę odkąd na świat przyszedł Kajetanek. Cóż, latanie za nim i łapanie w locie uniemożliwia mi sterowanie przyciskami aparatu. A targać ze sobą dodatkowego sprzętu + wózka + torby + ciuchów na zmianę sztuk 3 + owych sztuk 3, też mi się nie chce. W ogóle mało mi się chce. Na zewnątrz trzymam fason. Uśmiech, buźka wyszerzona, następny uśmiech, "tak, wszystko w porządku", "okej", "jasne, że jestem szczęśli...