Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2013
Nie wiem, czy dzisiaj to był PSM, czy inne licho, ale dogorywałam. Ranek opisałam, ale potem było tylko gorzej. Każdy gest, każde słowo, każdy czyn był wymierzony przeciwko mnie. Wszystko brałam do siebie, od rana poryczałam się z dziesięć razy, a M. miałam ochotę kilka razy rozstrzelać. Byłam też wyjątkowo nieuprzejma dla dzieci. Co zważywszy na to, iż zaliczyłam dwie awantury ze Średnim i w twarz od Najmłodszego i tak było szczytem opanowania. Po powrocie do domu byłam tak emocjonalnie i fizycznie zziębnięta, że wlazłam do wanny pełnej gorącej wody. I wtedy całokształtu dopełnił potworny ból głowy. Teraz jestem po prochach, czuje się dobrze i świat ma znowu jakby ciekawsze barwy. Trzeba było od rana zaliczyć setkę wódki i nałykać się tabletek. Czemu się głupia tak męczyłam?
Dwa dni dobrego humoru to max. Chyba.  Budzi mnie warknięcie, że mam wstawać. Ledwo jarzę, półprzytomna (a poszłam spać o ludzkiej porze, wyjątkowo) dopytuję o co cho. I już mam dosyć, bo nikt nie lubi, jak go budzą. A jak go budzą i są niemili to zwłaszcza. Potem lawinowo. Średni niezadowolony, bo się musi ubrać, musi zjeść, nie może znaleźć tego, owego, chce rysować, nie chce, nie może. Już samo jego bzyczenie doprowadza do białej gorączki. Ale orientuje się, że mama nie w humorze. Przeprasza, lepi się, kaja, stwierdza, że jest głupi. Nie wiem co lepsze. Najstarszy wyjątkowo widząc moją minę nie prowokuje, sam robi bez jęków śniadanie. Bosze, jak dobrze mieć odrośnięte, samoobsługowe dziecko. Mąż też jarzy, że przegiął, więc przeprasza, ale co z tego. Poranny dobry nastrój diabli wzięli. Po wczorajszej euforii nie ma śladu. Przeglądam na wszelki wypadek tornister Średniego. Czegóż tam nie ma? Rysunki, szczoteczka sprzed tygodnia, wczorajsze śniadanie (niezjedzone ofcors), śmie...

Mrozi

Mróz dupę ściska. Dosłownie. Kto łazi w krótkich kurtkach plus obcisłe spodnie ten wie, o co biega. Śniegu ku żalowi Średniego nie ma, ja raczej nie tęsknię za białym puchem. Ale przyjemnie jest oddychać rano takim lekko zmrożonym powietrzem. I patrzeć na skrzące się zamarznięte kropelki wody. Wyciągnęłam szalik, czapkę i rękawiczki z szafy. Wyglądam jak krasnal (ale taki przysadzisty ;)). I jakoś tak dzisiaj czuję się bajkowo. Wczoraj też miałam dobry humor. Sama już nie wiem czemu, bo wiadomości "z kraju i ze świata" wcale takie różowe nie są. O! Wiem! Przecież przestałam je oglądać. Za to obejrzałam kolejny odcinek ulubionego serialu.   I kusi mnie na taki kolor włosów. Tylko nie wiem, czy m. taki strzyma, bo strasznie nie lubi rudego.  Wczoraj była u nas fryzjerka. Chcielismy ostrzyc Najmłodszego, ale stanowczo protestował. Stanął przed lustrem, pogłaskał się po łebku i powiedział "psecies mam fajne włoski". No to ma. Dalej. A ja mam ochotę na zm...
"Siem muse popatseć, jaki jestem fajny chłopak" Takie słowa wypowiedział Kajtek stając przed lustrem i strojąc minę nr 3. Grunt, to poczucie własnej wartości. Czemu ja tak nie umiem?