Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Kajtek

Klocki Lego

Klocki LEGO! O dzięki Ci, Panie, że natchnąłeś jakiegoś śmiertelnika genialną myślą stworzenia klocków. Pół godziny świętego spokoju po wcześniejszej pół godzinie totalnego chaosu (panującego wśród porozrzucanych samochodzików i udających Iron Mena ludzików. Nawet udało mi się przeczytać kilka stron "Intruza". Tylko od czasu do czasu brechałam słysząc dialog Kuby i Kajtka. "Nie umiesz jeszcze tego zrobić, jesteś za malutki" "Ale dam lade blat, dam lade" i potem powtarzane z dumą przez 15 minut (mierzone z zegarkiem w ręku): "Dałem lade, co?, dałem lade" Jutro też wyciągnę klocki. Albo kolejkę ;)

Dzieci

Pierwszak w szkole. Najpierw dylemat. Wybór szkoły wcale nie był prosty, bo jedna ze szkół blisko babci, która może zaopiekować, dać papu. Druga naprzeciwko pracy mojego męża. Upierał się, to teraz ma dodatkowe obowiązki, ha. Kubek zadowolony, choć jeszcze nieco zmieszany i nieśmiały. I podobno grzeczny. Ciekawe, jak długo. Kolegę najlepszego sobie już wybrał. Jak w przedszkolu. Największego w klasie. I też Kacpra (!). Z imionami zresztą problemu nie mamy, bo wychowawczyni po raz trzeci ma na imię Basia. Wygodne. Dzięki staraniom babci i podpowiedziom szwagierki Średni został zapisany na obiady (podobno dobre i coś z nich zjada) i do świetlicy. To drugie wygodne, bo ma kontakt z rówieśnikami (na razie bardzo zadowolony), a my wzglęny luz w odbieraniu. Z tym zresztą też nie ma problemu, bo kubek jest samoobsługowy. Czwartego dnia tacie coś się pomyliło i nie przyszedł na czas odebrać synka. Trochę się zdziwił kiedy zobaczył go w drzwiach pracowni. Młody po prostu urwał się sam do domu. ...
jesień idzie, nie ma rady na to ... a tymczasem w sobotę i niedzielę ... lato uwielbiam to niskie, ciepłe słońce między drzewami nad jeziorem i to ciepło, które jeszcze czuje się w słońcu bo w cieniu ... brrr ... przypomnienie, że trzeba kupić ciepłe szaliki a najbardziej uwielbiam swoich chłopaków  

Sznureczek

Mam takowy przypięty do zadka. Każdego ranka kiedy przyjeżdża jedna lub druga babcia Kajtek zakłada sobie pętelkę na szyję, dokleja drugi koniec do mamusi i już. Ja idę do łazienki, on za mną. Ja do kuchni, on za mną. Ja do pokoju, podąża za mną jak cień. Tylko cień jest cicho, a mój syn włącza syrenę "mamoooooo". Nawet tatuś nie jest godny pocieszania, że za chwilę opuści go ukochana mamusia, cycek jego ulubiony. Łazi za mną i mędzi "mamoooo, cicia chciem". Łączy nas niewidzialna więź. To fajne, ale nie rano, kiedy łaknę ciszy, spokoju, chwilki dla siebie. Mam problem ze zwleczeniem Najstarszego z wyrka. Średniego muszę sama ubrać, żeby zdążyć potem ubrać siebie. A jeszcze czasami lubię zabrać do pracy coś na ząb. Dwie bułeczki robię czasami w trzech ratach. "Alvin i wiewiórki 3" pomagały przez tydzień, ale smak nowości minął i Najmłodszy znowu przykrócił sznureczek. Jest takie powiedzenie "nie lubię poniedziałków". Ja dodaję do niego "nie...

A było tak pięknie ... i się skończyło.

Miałam prawie tydzień wolnego. Kacper wojażował na szkolnej wycieczce Budapeszt - Słowacja - Kraków. Kontakt sms-owo telefoniczny w zupełności nam wystarczał. Kubek w czwartek został "sprzedany" do ukochanej babci Danki. Pierwszego dnia ciągle dzwonił, najczęściej pytając kiedy wróci Kacper (potrzebny bratu do instalacji jakiejś gry na kompie), potem słuch o nim zaginął ;) Miałam wielkie plany rowerowe, bo zostało mi fotelikowe dziecko nr trzy, ale pokrzyżowała te plany pogoda i choroba Młodego. Pogoda wiadomo, podlewała kwiatki, racząc nas przy okazji gradem wielkości grochu. A choroba Kajtka była ta sama co starszych braci. Katar - kaszel - chrypka. bez temperatury, więc nawet nie ma co liczyć na fachową lekarską pomoc. Chłopaki są chore nadal i nie bardzo wiem, czym i ile mam ich jeszcze w domu leczyć zanim zapiszę się w kolejkę do lekarza. Dodatkowa komplikacja to fakt, ze Średniak miał mieć właśnie baaardzo zaległe szczepienie sprzed dwóch lat, a Kajtek MMR-kę. Bez wi...

Weekend z dziećmi ... strach się nie bać.

Nie mam pojęcia czy tylko ja tak czarno wszystko widzę, ale ... Wczoraj z racji drugiego samotnego dnia bez męża z trójką dzieci zakonspirowaliśmy się u babci w porze obiadku (mniam, surówka z młodej kapustki była zajebiście smaczna, olać azotany), a potem w ramach rozrywki wzięłam dwóch młodszych do pobliskiego parku na spacerek.  Nie wiedziałam co czynię. Do parku biegłam truchtem, bo buncik dwulatek za cholerę ręki nie poda, więc trzeba go było zgarniać z ruchliwej ulicy.  Przystanek pierwszy - placyk zabaw. Dla malutkich dzieci jak znalazł, ale Kubę interesowała tylko karuzela. Już zajęta. Bo w niedzielne popołudnie wyszło tam chyba pół Chojnic z dziećmi. Moje latorośle latały jakby im kto motorki przykręcił. Z tym, że Kajtka zdecydowanie bardziej interesowało latanie niż bawienie.  Na hasło "idziemy karmić kaczuszki" chłopaki pomknęły z szybkością błyskawicy i głośnym "kwa, kwa" w kierunku pobliskiej wody. Ledwo zdążyłam Młodego odciągnąć, bo już pra...

Już za nami ...

... święta rzecz jasna. W tym roku były u nas więc było suto na stole, gwarnie i wesoło. nawet słonecznie, ale ciepło tylko jak się patrzyło przez okno ;). Za nami też pierwsze urodziny Kajetanka, który zainaugurował je wielkimi szramami pod okiem, oraz szóste Kubusia. Jakie ja mam już duuuuuże dzieci. Teraz mam dokładnie sześcioletnie różnice - roczek, sześć i dwanaście ;)))

Podsumowanie.

Pierwsze samodzielne kroki nastąpiły onegdaj wczoraj. Balansowanie na dwóch jest fascynujące, choć czasami zakończone plaskaczem dupnym ;) Czyli standardowo rodzinnie chodzić zaczyna mając 11 miechów. Gada jak najęty - mama, tata, buba (Kuba?), dada, baba, am ... ale chyba nie do końca czai co gada. Naśladuje zaraz i natychmiast wszystko, co robimy. Namiętnie robi myju, myju ściereczką. Jak ktoś potrzebuje małego pucybuta albo "konserwatora powierzchni płaskich" to chętnie wynajmę. Papier toaletowy i ręczniki papierowe w ilościach hurtowych zużywa do polerowania prysznica i podłóg. Cóż wart papier w porównaniu z minutami spokoju ;) Robi papa chłopakom wyjeżdżającym do placówek i tacie do pracy. Kosi kosi i brawo jak coś zbroi. Oj, oj - jak dopiero zamierza zbroić. Hitem jednak jest "jaki masz kłopot" w wykonaniu Kajtka zajadającego własnoręcznie zupkę lub kaszkę. Dobrze, Że do wanny niedaleko ;) "Co do jedzenia to moje" krzyczy Kajetan całym swym jestestwe...

Brat i jego idol

  Jak smakuje zupa w wydaniu 8-mio miesięcznego BLW-owca?  Pysznie, śmiesznie, z dużą szczyptą zaschniętego jedzenia do sprzątania. Ale miny bezcenne. 
Tak nie do końca jestem pewna, ale nadzieja na "nie" jest nikła. Kajtek od kilku tygodni słabo przybiera, fatalnie śpi, cofa mu się jedzenie. Nie liczyłam na wiele, ale kolejny z refluksem? Każdy w innej postaci? Będzie wesoło, bo Kubka też zaczynamy diagnozować w kierunku refluksu. Czyli pewnie położę się w szpitalu z jednym i drugim. Fuck, przecież nie położą ich na jednym oddziale :( Wrrrrr

wieści z frontu

 I love Ergo  fan mumii klatka na lwy, czyli jak stolarz przecenił nasze dziecko

Pomocnik

Będę pomagał tatusiowi palić w kominku ...  A mamusia niech sobie kombinuje jak zabezpieczyć ten kominek ;)

Czarodziej :)))

Słodki???  Słodszy?  Najsłodszy?  Zaczarował nas wszystkich.

BLW (baby-led weaning) ...

... cóż to takiego? W skrócie pozwolenie dziecku, żeby samo podążało w krainę smaku. Jedzenie bez przymusu, bez papek, w "lekkim" bałaganie, jedzenie tego, co inni domownicy. Nie wiem, czy się sprawdzi. Nie wiem, czy sama dam radę. Po lekturze tej książki: wiem, że spróbuję. Mam w domu jednego totalnego niejadka i drugiego, który je, ale w biegu. Do stołu siada pod przymusem, jedzenie nie jest dla niego ważne. Ich jedzenie nie cieszy ich i nie cieszy nas. Nie wiem gdzie i jaki błąd popełniłam, co zrobiłam nie tak. Wiem jedno, z Kajtkiem spróbuję z innej strony. A że jedzenie może cieszyć i cieszy niech zaświadczą zdjęcia z pierwszych dwóch dni.  Na pierwszy ogień poszedł brokuł, marchewka i pietruszka. W biegu dokroiłam jabłko, bo na stole zabrakło (za to w rynience śliniaka, na podłodze i na mamusi jakoś nie ;). Brokuł został brutalnie zmiażdżony, marchew rozmemłana i częściowo pożarta, pietruszka spektakularnie do gustu nie przypadła kończąc żywot pod krzesełkiem, hiciorem ...
Uśmiecha się. Cały czas. To najbardziej pogodne dziecko, jakie widziałam. Szczerzy bezzębny uśmiech do każdego, ale w szczególności do swoich braci i taty. A do mnie ... Cóż! To cholernie miłe uczucie wiedzieć, że jesteś dla kogoś centrum wszechświata, słońcem i powietrzem niezbędnym do życia. Nawet, jeśli ma sie świadomość, że to minie.

dieta, psia jego mać ...

Czy tylko mi się wydaje, że we wszystkich fajnych przepisach jest mleko, mleczko, ser, serek, śmietana, śmietanka ??? Jestem głodna i chcę JEŚĆ WSZYSTKO! Synu, jak wyrośniesz na takiego niejadka jak reszta to nie daruję poświęceń!!!
Dwie nocki z głowy, cztery dni marudzenia. Kluło się tak długo jak Kubie. Zapalenie krtani. Ciekawe, kto następny? A dzisiaj wizyta u pani doktor. Zobaczymy, jak Kajtek będzie współpracował. Przy okazji wyszło, że ten egzemplarz tez będzie miał "silny" charakter. Jak określić marudzenie ze złością???