Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą dzieci
Dwa dni dobrego humoru to max. Chyba.  Budzi mnie warknięcie, że mam wstawać. Ledwo jarzę, półprzytomna (a poszłam spać o ludzkiej porze, wyjątkowo) dopytuję o co cho. I już mam dosyć, bo nikt nie lubi, jak go budzą. A jak go budzą i są niemili to zwłaszcza. Potem lawinowo. Średni niezadowolony, bo się musi ubrać, musi zjeść, nie może znaleźć tego, owego, chce rysować, nie chce, nie może. Już samo jego bzyczenie doprowadza do białej gorączki. Ale orientuje się, że mama nie w humorze. Przeprasza, lepi się, kaja, stwierdza, że jest głupi. Nie wiem co lepsze. Najstarszy wyjątkowo widząc moją minę nie prowokuje, sam robi bez jęków śniadanie. Bosze, jak dobrze mieć odrośnięte, samoobsługowe dziecko. Mąż też jarzy, że przegiął, więc przeprasza, ale co z tego. Poranny dobry nastrój diabli wzięli. Po wczorajszej euforii nie ma śladu. Przeglądam na wszelki wypadek tornister Średniego. Czegóż tam nie ma? Rysunki, szczoteczka sprzed tygodnia, wczorajsze śniadanie (niezjedzone ofcors), śmie...
Teraz wiem, czemu taki marudny, zwichrowany, szalejący. Czemu tak się do mnie czuli żeby za chwilę obrzucić mnie błotkiem (co będzie jak mu to zostanie? Błoto?) Czemu na przemian śmieje się, krzyczy, siedzi cichutko. Czemu tyle gra i tyle ogląda TV. ... Jutro idę kupić Chińczyka. I warcaby. Obym strzymała napady gniewu, kiedy uda mu się nie-wygrać. Chciałabym, żeby był szczęśliwy. Sam ze sobą.
Pisać nie piszę. Zajmuję się czymś WAŻNYM. Dla mnie. W końcu. Kradnę chwile w nocy, czasami zamiast "zarabiać" bawię się ... no właśnie ... w przedsmak zarabiania ;)? Ulepszam swoją stronę internetową, reklamuję w necie gdzie się da (za darmo), nawet na fejsie już kilka osób mnie polubiło. Ja za to polubiłam z tuzin lub więcej stron o architekturze z myślą, żeby skupić się na jednym. Pewnie się nie da, bo w życiu kobiety ważne są także mąż, dzieci i dom (niekoniecznie zawsze w tej kolejności). Więc rozdarta jestem między poradami na temat nowoczesnych okładzin elewacyjnych a artykułami jak odpieluchować opornego dwulatka. Między ucztą dla oka i nie-ucztą dla nosa ;). Między marzeniami a rzeczywistością. Kacper bardzo chciałby wynaleźć coś wielkiego, koniecznie być docenionym, wielkim. Nie mam sumienia sprowadzać go ciągle na ziemię. Tłumaczyć, że w większości nasze marzenia o czymś wyjątkowym się nie spełniają. A może spełniają, ale nie tak dosłownie. Bo przecież ja "...

Klocki Lego

Klocki LEGO! O dzięki Ci, Panie, że natchnąłeś jakiegoś śmiertelnika genialną myślą stworzenia klocków. Pół godziny świętego spokoju po wcześniejszej pół godzinie totalnego chaosu (panującego wśród porozrzucanych samochodzików i udających Iron Mena ludzików. Nawet udało mi się przeczytać kilka stron "Intruza". Tylko od czasu do czasu brechałam słysząc dialog Kuby i Kajtka. "Nie umiesz jeszcze tego zrobić, jesteś za malutki" "Ale dam lade blat, dam lade" i potem powtarzane z dumą przez 15 minut (mierzone z zegarkiem w ręku): "Dałem lade, co?, dałem lade" Jutro też wyciągnę klocki. Albo kolejkę ;)

Dzieci

Pierwszak w szkole. Najpierw dylemat. Wybór szkoły wcale nie był prosty, bo jedna ze szkół blisko babci, która może zaopiekować, dać papu. Druga naprzeciwko pracy mojego męża. Upierał się, to teraz ma dodatkowe obowiązki, ha. Kubek zadowolony, choć jeszcze nieco zmieszany i nieśmiały. I podobno grzeczny. Ciekawe, jak długo. Kolegę najlepszego sobie już wybrał. Jak w przedszkolu. Największego w klasie. I też Kacpra (!). Z imionami zresztą problemu nie mamy, bo wychowawczyni po raz trzeci ma na imię Basia. Wygodne. Dzięki staraniom babci i podpowiedziom szwagierki Średni został zapisany na obiady (podobno dobre i coś z nich zjada) i do świetlicy. To drugie wygodne, bo ma kontakt z rówieśnikami (na razie bardzo zadowolony), a my wzglęny luz w odbieraniu. Z tym zresztą też nie ma problemu, bo kubek jest samoobsługowy. Czwartego dnia tacie coś się pomyliło i nie przyszedł na czas odebrać synka. Trochę się zdziwił kiedy zobaczył go w drzwiach pracowni. Młody po prostu urwał się sam do domu. ...
jesień idzie, nie ma rady na to ... a tymczasem w sobotę i niedzielę ... lato uwielbiam to niskie, ciepłe słońce między drzewami nad jeziorem i to ciepło, które jeszcze czuje się w słońcu bo w cieniu ... brrr ... przypomnienie, że trzeba kupić ciepłe szaliki a najbardziej uwielbiam swoich chłopaków  

A było tak pięknie ... i się skończyło.

Miałam prawie tydzień wolnego. Kacper wojażował na szkolnej wycieczce Budapeszt - Słowacja - Kraków. Kontakt sms-owo telefoniczny w zupełności nam wystarczał. Kubek w czwartek został "sprzedany" do ukochanej babci Danki. Pierwszego dnia ciągle dzwonił, najczęściej pytając kiedy wróci Kacper (potrzebny bratu do instalacji jakiejś gry na kompie), potem słuch o nim zaginął ;) Miałam wielkie plany rowerowe, bo zostało mi fotelikowe dziecko nr trzy, ale pokrzyżowała te plany pogoda i choroba Młodego. Pogoda wiadomo, podlewała kwiatki, racząc nas przy okazji gradem wielkości grochu. A choroba Kajtka była ta sama co starszych braci. Katar - kaszel - chrypka. bez temperatury, więc nawet nie ma co liczyć na fachową lekarską pomoc. Chłopaki są chore nadal i nie bardzo wiem, czym i ile mam ich jeszcze w domu leczyć zanim zapiszę się w kolejkę do lekarza. Dodatkowa komplikacja to fakt, ze Średniak miał mieć właśnie baaardzo zaległe szczepienie sprzed dwóch lat, a Kajtek MMR-kę. Bez wi...
Nie wiem. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem. I wszystko we mnie krzyczy, kiedy czytam o kolejnym pobitym niemowlaku, o kolejnym skatowanym małym dziecku, o kolejnej ofierze dorosłych zwyrodnialców. Staram się spychać te myśli na tył głowy, ale każde takie doniesienie powoduje, że wszystko we mnie się kurczy. Z niemocy. Z bezlitosnej świadomości, że nic nie mogę zrobić. Że to może się dziać obok mnie, a ja mogę nie zauważyć. Że kolejne dziecko doznaje przerażających krzywd, kiedy moje beztrosko bawią się w piaskownicy. Kiedy je przytulam staram się nie zadusić z miłości. I kiedy patrzę na ich uśmiechnięte, radosne buzie widzę, jakie mają dzisiaj szczęście. Dostają ze wszystkich stron miłość. Od nas, od dziadków, cioć, wujków, nawet od naszych znajomych. Żyją w ułudnej bańce, że cały świat jest dla nich, że wszędzie jest tak dobrze. Są beztroskie i bezpieczne. Bo urodziły się właśnie nam. A nie "im". Nie wiem, jaka powinna być kara dla znęcających się nad bezbronnymi. Lincz? ...

Weekend z dziećmi ... strach się nie bać.

Nie mam pojęcia czy tylko ja tak czarno wszystko widzę, ale ... Wczoraj z racji drugiego samotnego dnia bez męża z trójką dzieci zakonspirowaliśmy się u babci w porze obiadku (mniam, surówka z młodej kapustki była zajebiście smaczna, olać azotany), a potem w ramach rozrywki wzięłam dwóch młodszych do pobliskiego parku na spacerek.  Nie wiedziałam co czynię. Do parku biegłam truchtem, bo buncik dwulatek za cholerę ręki nie poda, więc trzeba go było zgarniać z ruchliwej ulicy.  Przystanek pierwszy - placyk zabaw. Dla malutkich dzieci jak znalazł, ale Kubę interesowała tylko karuzela. Już zajęta. Bo w niedzielne popołudnie wyszło tam chyba pół Chojnic z dziećmi. Moje latorośle latały jakby im kto motorki przykręcił. Z tym, że Kajtka zdecydowanie bardziej interesowało latanie niż bawienie.  Na hasło "idziemy karmić kaczuszki" chłopaki pomknęły z szybkością błyskawicy i głośnym "kwa, kwa" w kierunku pobliskiej wody. Ledwo zdążyłam Młodego odciągnąć, bo już pra...

luty, atybiotyk w buty

I znowu powtórka z rozrywki. To chyba już coroczna "czarna" tradycja. Kilka lat temu w okolicy lutego wieźliśmy Kubę do Bydgoszczy karetką. W zeszłym roku leżał na pogotowiu pod kroplówką, a my z nadzieją czekaliśmy na wyniki badań, odliczając jak mantrę "pójdzie na oddział, nie pójdzie". Teraz Średniaczek-Chudziaczek łazi z obolałym tyłkiem, a ja z obawą czekam na koniec serii zastrzyków z antybiotykiem. I boję się podać coś uodparniającego, witaminy jakieś, specyfiki wszelakie na poprawę apetytu tudzież wyglądu. Kubek wygląda strasznie. Przez dwa lata usiłowałam wskoczyć z 18 kg na 19. I kiedy po staraniach babci w końcu strzałka na wadze drgnęła do 19 z hakiem to przyszło choróbsko, a 1,5 kg w ciągu trzech dni poszło się gonić. Jak z wierszyka "blada, chuda, spać nie może" Młody przypomina kolorem prześcieradło, a wyglądem kaloryferek. I bynajmniej nie mięśnie, a żeberka mu sterczą. Żal patrzeć. Pocieszające jest, że się zbiera. Szybko się męczy, ale w...

Już za nami ...

... święta rzecz jasna. W tym roku były u nas więc było suto na stole, gwarnie i wesoło. nawet słonecznie, ale ciepło tylko jak się patrzyło przez okno ;). Za nami też pierwsze urodziny Kajetanka, który zainaugurował je wielkimi szramami pod okiem, oraz szóste Kubusia. Jakie ja mam już duuuuuże dzieci. Teraz mam dokładnie sześcioletnie różnice - roczek, sześć i dwanaście ;)))

Podsumowanie.

Pierwsze samodzielne kroki nastąpiły onegdaj wczoraj. Balansowanie na dwóch jest fascynujące, choć czasami zakończone plaskaczem dupnym ;) Czyli standardowo rodzinnie chodzić zaczyna mając 11 miechów. Gada jak najęty - mama, tata, buba (Kuba?), dada, baba, am ... ale chyba nie do końca czai co gada. Naśladuje zaraz i natychmiast wszystko, co robimy. Namiętnie robi myju, myju ściereczką. Jak ktoś potrzebuje małego pucybuta albo "konserwatora powierzchni płaskich" to chętnie wynajmę. Papier toaletowy i ręczniki papierowe w ilościach hurtowych zużywa do polerowania prysznica i podłóg. Cóż wart papier w porównaniu z minutami spokoju ;) Robi papa chłopakom wyjeżdżającym do placówek i tacie do pracy. Kosi kosi i brawo jak coś zbroi. Oj, oj - jak dopiero zamierza zbroić. Hitem jednak jest "jaki masz kłopot" w wykonaniu Kajtka zajadającego własnoręcznie zupkę lub kaszkę. Dobrze, Że do wanny niedaleko ;) "Co do jedzenia to moje" krzyczy Kajetan całym swym jestestwe...

Brat i jego idol

Ferie

Cisza jak makiem zasiał. Słyszę swoje myśli, widzę przed sobą cel, jestem w stanie ogarnąć rzeczywistość. Jakże to miłe dla ucha. A jest godzina 15:30. Normalnie walczyłabym właśnie z obiadem dźwigając Młodego w Ergo, poganiając Kacpra do grania lub lekcji i opędzając się od wrzeszczącego Kuby. Ferie ;) Starszaki pewnie okupują telewizor u babci. Kajetanek z lekko niedomagającym mężem w słodkich objęciach Morfeusza. Nawet robota mi dzisiaj szła, bo druga babcia przykuśtykała pobawić się ze słodkim niemowlakiem. Jak niewiele rodzicowi do szczęścia potrzeba. Odrobiny ciszy i świadomości, że dzieci są zaopiekowane bez naszego w tym udziału. I jaki to deficytowy towar dla "młodej" matki, ta cisza. Płynne złoto, warte każdej ceny ;) Swoją drogą życie jest przewrotne. Narzekamy na nasze drugie połówki (te, które mają połówki pomagające proszę o nieodzywanie się ;)), a jednocześnie okazuje się, że tatusiowie w sprzyjających okolicznościach są w stanie ogarnąć towarzystwo z lepszym s...
  Jak smakuje zupa w wydaniu 8-mio miesięcznego BLW-owca?  Pysznie, śmiesznie, z dużą szczyptą zaschniętego jedzenia do sprzątania. Ale miny bezcenne. 
Tak nie do końca jestem pewna, ale nadzieja na "nie" jest nikła. Kajtek od kilku tygodni słabo przybiera, fatalnie śpi, cofa mu się jedzenie. Nie liczyłam na wiele, ale kolejny z refluksem? Każdy w innej postaci? Będzie wesoło, bo Kubka też zaczynamy diagnozować w kierunku refluksu. Czyli pewnie położę się w szpitalu z jednym i drugim. Fuck, przecież nie położą ich na jednym oddziale :( Wrrrrr
Ze mną źle ... wolę usiąść do projektów niż serfować w necie ;) Niechybny znak, że nastąpił przesyt bzdetnych informacji ... i że skończyła mi się kasa ;))) Kajtek stoi przy meblach i śmiesznie kiwa dupcią na boki. Uwielbia muzykę, swoich braci i tatę, żywiołowo reaguje na żarcie. Czyli wszystko w normie. Kuba tydzień w przedszkolu, tydzień w domu. Niknie w oczach. Nie chce nic jeść. Miejsca w placówkach NFZ zaklepane na styczeń i luty. W piątek idziemy kłuć. Kiedy poświęcam mu więcej czasu znika gdzieś awanturnik i wraca mój słodki Kubcio. Jutro malujemy kalendarzyk adwentowy. Kacper z niecierpliwością czeka na śnieg, święta, spóźniony mikołajowy prezent. Wstaje o 5-tej na roraty i przy okazji stawia nas wszystkich na nogi. Pięknie gra na gitarze kolędy. Idę go zapisać do gimnazjum. A ja ... jestem taaaaaka zmęczona. Zupełnie jak we wpisie frustratki o stołku. Tylko u mnie jest chleb z krakowską i zamiast kawy woda gazowana z sokiem malinowym.

wieści z frontu

 I love Ergo  fan mumii klatka na lwy, czyli jak stolarz przecenił nasze dziecko