Nie wiem. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem. I wszystko we mnie krzyczy, kiedy czytam o kolejnym pobitym niemowlaku, o kolejnym skatowanym małym dziecku, o kolejnej ofierze dorosłych zwyrodnialców. Staram się spychać te myśli na tył głowy, ale każde takie doniesienie powoduje, że wszystko we mnie się kurczy. Z niemocy. Z bezlitosnej świadomości, że nic nie mogę zrobić. Że to może się dziać obok mnie, a ja mogę nie zauważyć. Że kolejne dziecko doznaje przerażających krzywd, kiedy moje beztrosko bawią się w piaskownicy. Kiedy je przytulam staram się nie zadusić z miłości. I kiedy patrzę na ich uśmiechnięte, radosne buzie widzę, jakie mają dzisiaj szczęście. Dostają ze wszystkich stron miłość. Od nas, od dziadków, cioć, wujków, nawet od naszych znajomych. Żyją w ułudnej bańce, że cały świat jest dla nich, że wszędzie jest tak dobrze. Są beztroskie i bezpieczne. Bo urodziły się właśnie nam. A nie "im". Nie wiem, jaka powinna być kara dla znęcających się nad bezbronnymi. Lincz? ...