Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Kuba
Teraz wiem, czemu taki marudny, zwichrowany, szalejący. Czemu tak się do mnie czuli żeby za chwilę obrzucić mnie błotkiem (co będzie jak mu to zostanie? Błoto?) Czemu na przemian śmieje się, krzyczy, siedzi cichutko. Czemu tyle gra i tyle ogląda TV. ... Jutro idę kupić Chińczyka. I warcaby. Obym strzymała napady gniewu, kiedy uda mu się nie-wygrać. Chciałabym, żeby był szczęśliwy. Sam ze sobą.

Klocki Lego

Klocki LEGO! O dzięki Ci, Panie, że natchnąłeś jakiegoś śmiertelnika genialną myślą stworzenia klocków. Pół godziny świętego spokoju po wcześniejszej pół godzinie totalnego chaosu (panującego wśród porozrzucanych samochodzików i udających Iron Mena ludzików. Nawet udało mi się przeczytać kilka stron "Intruza". Tylko od czasu do czasu brechałam słysząc dialog Kuby i Kajtka. "Nie umiesz jeszcze tego zrobić, jesteś za malutki" "Ale dam lade blat, dam lade" i potem powtarzane z dumą przez 15 minut (mierzone z zegarkiem w ręku): "Dałem lade, co?, dałem lade" Jutro też wyciągnę klocki. Albo kolejkę ;)

Dzieci

Pierwszak w szkole. Najpierw dylemat. Wybór szkoły wcale nie był prosty, bo jedna ze szkół blisko babci, która może zaopiekować, dać papu. Druga naprzeciwko pracy mojego męża. Upierał się, to teraz ma dodatkowe obowiązki, ha. Kubek zadowolony, choć jeszcze nieco zmieszany i nieśmiały. I podobno grzeczny. Ciekawe, jak długo. Kolegę najlepszego sobie już wybrał. Jak w przedszkolu. Największego w klasie. I też Kacpra (!). Z imionami zresztą problemu nie mamy, bo wychowawczyni po raz trzeci ma na imię Basia. Wygodne. Dzięki staraniom babci i podpowiedziom szwagierki Średni został zapisany na obiady (podobno dobre i coś z nich zjada) i do świetlicy. To drugie wygodne, bo ma kontakt z rówieśnikami (na razie bardzo zadowolony), a my wzglęny luz w odbieraniu. Z tym zresztą też nie ma problemu, bo kubek jest samoobsługowy. Czwartego dnia tacie coś się pomyliło i nie przyszedł na czas odebrać synka. Trochę się zdziwił kiedy zobaczył go w drzwiach pracowni. Młody po prostu urwał się sam do domu. ...
jesień idzie, nie ma rady na to ... a tymczasem w sobotę i niedzielę ... lato uwielbiam to niskie, ciepłe słońce między drzewami nad jeziorem i to ciepło, które jeszcze czuje się w słońcu bo w cieniu ... brrr ... przypomnienie, że trzeba kupić ciepłe szaliki a najbardziej uwielbiam swoich chłopaków  

A było tak pięknie ... i się skończyło.

Miałam prawie tydzień wolnego. Kacper wojażował na szkolnej wycieczce Budapeszt - Słowacja - Kraków. Kontakt sms-owo telefoniczny w zupełności nam wystarczał. Kubek w czwartek został "sprzedany" do ukochanej babci Danki. Pierwszego dnia ciągle dzwonił, najczęściej pytając kiedy wróci Kacper (potrzebny bratu do instalacji jakiejś gry na kompie), potem słuch o nim zaginął ;) Miałam wielkie plany rowerowe, bo zostało mi fotelikowe dziecko nr trzy, ale pokrzyżowała te plany pogoda i choroba Młodego. Pogoda wiadomo, podlewała kwiatki, racząc nas przy okazji gradem wielkości grochu. A choroba Kajtka była ta sama co starszych braci. Katar - kaszel - chrypka. bez temperatury, więc nawet nie ma co liczyć na fachową lekarską pomoc. Chłopaki są chore nadal i nie bardzo wiem, czym i ile mam ich jeszcze w domu leczyć zanim zapiszę się w kolejkę do lekarza. Dodatkowa komplikacja to fakt, ze Średniak miał mieć właśnie baaardzo zaległe szczepienie sprzed dwóch lat, a Kajtek MMR-kę. Bez wi...

Weekend z dziećmi ... strach się nie bać.

Nie mam pojęcia czy tylko ja tak czarno wszystko widzę, ale ... Wczoraj z racji drugiego samotnego dnia bez męża z trójką dzieci zakonspirowaliśmy się u babci w porze obiadku (mniam, surówka z młodej kapustki była zajebiście smaczna, olać azotany), a potem w ramach rozrywki wzięłam dwóch młodszych do pobliskiego parku na spacerek.  Nie wiedziałam co czynię. Do parku biegłam truchtem, bo buncik dwulatek za cholerę ręki nie poda, więc trzeba go było zgarniać z ruchliwej ulicy.  Przystanek pierwszy - placyk zabaw. Dla malutkich dzieci jak znalazł, ale Kubę interesowała tylko karuzela. Już zajęta. Bo w niedzielne popołudnie wyszło tam chyba pół Chojnic z dziećmi. Moje latorośle latały jakby im kto motorki przykręcił. Z tym, że Kajtka zdecydowanie bardziej interesowało latanie niż bawienie.  Na hasło "idziemy karmić kaczuszki" chłopaki pomknęły z szybkością błyskawicy i głośnym "kwa, kwa" w kierunku pobliskiej wody. Ledwo zdążyłam Młodego odciągnąć, bo już pra...

luty, atybiotyk w buty

I znowu powtórka z rozrywki. To chyba już coroczna "czarna" tradycja. Kilka lat temu w okolicy lutego wieźliśmy Kubę do Bydgoszczy karetką. W zeszłym roku leżał na pogotowiu pod kroplówką, a my z nadzieją czekaliśmy na wyniki badań, odliczając jak mantrę "pójdzie na oddział, nie pójdzie". Teraz Średniaczek-Chudziaczek łazi z obolałym tyłkiem, a ja z obawą czekam na koniec serii zastrzyków z antybiotykiem. I boję się podać coś uodparniającego, witaminy jakieś, specyfiki wszelakie na poprawę apetytu tudzież wyglądu. Kubek wygląda strasznie. Przez dwa lata usiłowałam wskoczyć z 18 kg na 19. I kiedy po staraniach babci w końcu strzałka na wadze drgnęła do 19 z hakiem to przyszło choróbsko, a 1,5 kg w ciągu trzech dni poszło się gonić. Jak z wierszyka "blada, chuda, spać nie może" Młody przypomina kolorem prześcieradło, a wyglądem kaloryferek. I bynajmniej nie mięśnie, a żeberka mu sterczą. Żal patrzeć. Pocieszające jest, że się zbiera. Szybko się męczy, ale w...

Już za nami ...

... święta rzecz jasna. W tym roku były u nas więc było suto na stole, gwarnie i wesoło. nawet słonecznie, ale ciepło tylko jak się patrzyło przez okno ;). Za nami też pierwsze urodziny Kajetanka, który zainaugurował je wielkimi szramami pod okiem, oraz szóste Kubusia. Jakie ja mam już duuuuuże dzieci. Teraz mam dokładnie sześcioletnie różnice - roczek, sześć i dwanaście ;)))

Brat i jego idol

Tak nie do końca jestem pewna, ale nadzieja na "nie" jest nikła. Kajtek od kilku tygodni słabo przybiera, fatalnie śpi, cofa mu się jedzenie. Nie liczyłam na wiele, ale kolejny z refluksem? Każdy w innej postaci? Będzie wesoło, bo Kubka też zaczynamy diagnozować w kierunku refluksu. Czyli pewnie położę się w szpitalu z jednym i drugim. Fuck, przecież nie położą ich na jednym oddziale :( Wrrrrr

wieści z frontu

 I love Ergo  fan mumii klatka na lwy, czyli jak stolarz przecenił nasze dziecko

kolejne z cyklu broje 3

Miłość do placówek oświatowych i owadów latających.

Kocham placówki oświatowe. Wszystko jedno jakie - przedszkola, szkoły, a wyższe uczelnie darzę miłością niezmienną (kojarzą mi się li głownie tylko z mieszkaniem w akademiku i tzw "życiem studenckim"). Ale o tych ostatnich to na razie zapomnijmy. Kocham zwłaszcza przedszkole. I doceniam. Tym mocniej jeśli Średni akurat nie może rzeczonego przybytku nawiedzić z powodów, hm, że tak powiem zdrowotnych. Najpierw dwie nieprzespane nocki, potem chrypa i katar, dzisiaj klarują przede mną obraz Kuby w domu do końca tygodnia zbratanego zamiast z Kajtkiem z syropem przeciwkaszlowym. Nic to, damy radę. Kiedyś ten sezon chorobowy trzeba zacząć. Szkoda, że tak wcześnie. I szkoda, że inny się nie skończył. Komarowy. Utłukłam z zimną zaciętością w sypialni 7 wrednych krwiopijczyń (na nic kobieca solidarność, byłam bezwzględna). Ja wiem, że Najmłodszy przecudny jest, przemiły, ukochany, ale krwawe odczyny po ugryzieniu nie dosyć, że szpecą to cudne pycho, to powodują też rozdrażnienie Kajtuc...

Moje synki trzy

stary chuścioszek ...

... z odlatującą matką. Tylko mi miotły zabrakło.