Przez lata szerokim łukiem omijałam książki mądre i wymagające skupienia. Cóż, przy małych dzieciach mózg jednak trochę się kurczy. A i zdolność percepcji słowa pisanego spada. Po jednej stronie wymagającej czegoś więcej niż wanna i kawa zasypiałam. Teraz starając się dogonić "stracony" czas coraz chętniej sięgam po coś więcej niż wydania albumowe z samymi zdjęciami architektury. Dzięki blogowi AWX2 i temu, że książkę dostał w prezencie tata, sięgnęłam po "Źle urodzone" Filipa Springera. Fascynująca podróż w czasy, kiedy mój tata zaczynał pracę architekta, a ja swoje życie. Inny świat to za mało powiedziane. I budynki, które niejednokrotnie były innowacyjne i doceniane w świecie, a u nas ... poszarzałe odchodzą w niepamięć. Nostalgia pomieszana ze zdziwieniem. Czemu tak dużo czasu spędziłam na studiach rysując rzuty kościołów i ucząc się o zamierzchłej architekturze i czemu ani minuty nie poświęcono na pokazanie nam TAMTEJ architektury. Tak jakby...