Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2012

Myśl (jak pszczoła)

Usiadłam. W dupie mam przepisy. A co tam! Pasjansika sobie walnę. Jak to mówią? Jestem tego warta. Po całym dniu wrzasków choruszka, uwieszania się na nodze, oppa co 10 minut, międlenia cyca do bólu, otępiania kretyńskim pingwinkiem, walki o piłeczkę pingpongową, odkurzaniu chałupy w 6 ratach, zrobieniu papu dla starszyzny, wyprasowaniu trzech pokaźnych stosów, wystawieniu dwóch chust na allegro, usypianiu najmłodszego przez godzinę, zastanawianiu się co będzie z najstarszym w przyszłości, wstawieniu zmywarki i dwóch wizytach u chorego w końcu mogę pomyśleć. Tylko nie wiem jak się myśli. Zapomniałam.

Jeście, jeście, jeście ...

Zainspirowana notką obsesyjnego drugiego śniadanka postanowiłam napisać małe co nie co o diecie najmłodszego. Kajetanek w duchu BLW dostawał do łapki co chciał. Od około pół roku. Efektem jest biegłość niezwykła w posługiwaniu się widelcem i łyżeczką, tudzież umiejętność picia z kubeczka. Że o umiejętnym przelewaniu napojów z kubka do kubka nie wspomnę ;). Smakosz nasz nadal najbardziej lubi moje mleko. Do tego stopnia, że kiedy jestem w domu jest problem w nakarmieniu go rzeczami bardziej treściwymi. No chyba, że braciom trzeba akurat podwędzić kabanoska, paluszki, chrupki kukurydziane lub ciasteczka ryżowe. Nie będę usiłowała też malować obrazka przedstawiającego cielęcy zachwyt w oczach Kajtka na widok opakowania czekolady. Gorzkiej, a jakże. Z obiadami generalnie nie mam problemu. Zajada ze smakiem zupki wszelakie, gardząc jednakże moją ulubioną dyniową po przyprawieniu gałką muszkatołową. Przed przyprawieniem jest git. Preferuje zawsze i wszędzie mięsko. W każdej postaci. Na h...
Podobno mam się uczyć ... Wiatr w oczy, jak to w listopadzie. Ledwo doszłam do siebie po chorobie Kajtka (nie spałam prawie wcale kilka nocy) to teraz rozchorował się Kuba. Po wczorajszym basenie. Boli go wszystko, a najbardziej głowa i brzuch. Byle nie jelitówka, błagam, bo Kajtek po antybiotyku schudł bardzo i pewnie wszystko podłapie. W związku z powyższym babcia Ela nie może do nas przyjść - opiekuje się Łucją i czeka na powrót siorki ze szpitala. Operacja się udała, ale lepiej nie wwiewać do domu zarazków. Całe szczęście jest babcia Danka. Chwała Bogu za babcie. Bez nich nie dałabym rady wcale. No dobra, bez marudzenia. Trzeba się zabrać do roboty ...