... cóż to takiego? W skrócie pozwolenie dziecku, żeby samo podążało w krainę smaku. Jedzenie bez przymusu, bez papek, w "lekkim" bałaganie, jedzenie tego, co inni domownicy. Nie wiem, czy się sprawdzi. Nie wiem, czy sama dam radę. Po lekturze tej książki: wiem, że spróbuję. Mam w domu jednego totalnego niejadka i drugiego, który je, ale w biegu. Do stołu siada pod przymusem, jedzenie nie jest dla niego ważne. Ich jedzenie nie cieszy ich i nie cieszy nas. Nie wiem gdzie i jaki błąd popełniłam, co zrobiłam nie tak. Wiem jedno, z Kajtkiem spróbuję z innej strony. A że jedzenie może cieszyć i cieszy niech zaświadczą zdjęcia z pierwszych dwóch dni. Na pierwszy ogień poszedł brokuł, marchewka i pietruszka. W biegu dokroiłam jabłko, bo na stole zabrakło (za to w rynience śliniaka, na podłodze i na mamusi jakoś nie ;). Brokuł został brutalnie zmiażdżony, marchew rozmemłana i częściowo pożarta, pietruszka spektakularnie do gustu nie przypadła kończąc żywot pod krzesełkiem, hiciorem ...