Żyję. Ale co to za życie. Pierwszy raz miałam stuprocentową grypę i w końcu wiem, po co ludzie się na to cholerstwo szczepią. Przez tydzień mnie nie było wśród żywych. Było mi wsio rybka czy dzieci jedzą, siedzą, oglądają tv 12 godzin na dobę i czy wszystko się kula. Leżałam, usiłowałam spać i tylko zbijałam temperaturę. A jakby kto nie wiedział ja nie miewam temperatury, to moja czwarta w życiu. W każdym razie nikomu nie życzę grypska, zwłaszcza z nocnymi atrakcjami w postaci przyssanego ssaka, który widać chyba wyciągnął z mlekiem matki jakieś przeciwciała, bo poza dwoma "niewyraźnymi" dniami nic mu nie było. Mimo wyjątkowo mocnej ekspozycji na wirusa. Bo radę pana doktora o maseczce mogłam sobie wsadzić, dusiłam się i bez tego. Teraz powolutku sobie dochodzę do żywych, słaba jestem jak niemowlak, a jeszcze przyplątało się zapalenie zatok, więc zaprzyjaźnię się znowu z NFZ. Ale nic to, jak powiadał Hajduczek, słonko wyszło, zrobiło się ciepło i człowiekowi znowu zachc...