Przejdź do głównej zawartości

Maleństwo ;)


Koszmar! Wszystkie ściany zewnętrzne są 3 m od granicy działki, poza frontem, tam linia zabudowy nieprzekraczalna 7 m, akurat w jedynym miejscu, gdzie jeszcze dałoby się coś w miarę normalnego zrobić. 550 wersji. Wszystkie boczne "okna" to nieotwierane naświetla lub luksfery. Stanęło na wersji mniej ciekawej, ale za to maksymalnie pojemnej. Parter - garaż na samochód i łajbę, pomieszczenie gospodarcze na motor, deski wszelakie i nie wiadomo co jeszcze potrzebne młodemu chłopakowi. Plus komunikacja. Minimalistyczna. Piętro - salon z wysokim na dwie kondygnacje oknem wychodzącym na taras i jezioro, łazienka i sypialnia z oddzielnym balkonem. Antresola - sypialnia z łazienką i miejscem na perkusję. Lodzio miodzio panowie. Więcej już nie upchnę, choćbym się skichała. Kolejny już raz, kolejny projekt w tej miejscowości wyciska do maksimum wszystkie "kruczki" i możliwości płynące z warunków zabudowy, nadwieszenia, balkony, świetliki. Łamigłówka logistyczna. I zawsze zastanawia mnie jedno - jak im się tam mieszka???

Proszę sie nie przestraszyć. To wersja bardzo "robocza". Wklejam dla pewnej koleżanki żywo zainteresowanej tematem ;)


Komentarze

  1. Kaja, klękam na kolana! Super to wygląda. Wysokie okna, moje marzenie! Ciekawa jestem co dajel z tym zrobisz. I jak to będzie wyglądało w naturze.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Jeście, jeście, jeście ...

Zainspirowana notką obsesyjnego drugiego śniadanka postanowiłam napisać małe co nie co o diecie najmłodszego. Kajetanek w duchu BLW dostawał do łapki co chciał. Od około pół roku. Efektem jest biegłość niezwykła w posługiwaniu się widelcem i łyżeczką, tudzież umiejętność picia z kubeczka. Że o umiejętnym przelewaniu napojów z kubka do kubka nie wspomnę ;). Smakosz nasz nadal najbardziej lubi moje mleko. Do tego stopnia, że kiedy jestem w domu jest problem w nakarmieniu go rzeczami bardziej treściwymi. No chyba, że braciom trzeba akurat podwędzić kabanoska, paluszki, chrupki kukurydziane lub ciasteczka ryżowe. Nie będę usiłowała też malować obrazka przedstawiającego cielęcy zachwyt w oczach Kajtka na widok opakowania czekolady. Gorzkiej, a jakże. Z obiadami generalnie nie mam problemu. Zajada ze smakiem zupki wszelakie, gardząc jednakże moją ulubioną dyniową po przyprawieniu gałką muszkatołową. Przed przyprawieniem jest git. Preferuje zawsze i wszędzie mięsko. W każdej postaci. Na h...