Przejdź do głównej zawartości

Ferie

Cisza jak makiem zasiał. Słyszę swoje myśli, widzę przed sobą cel, jestem w stanie ogarnąć rzeczywistość. Jakże to miłe dla ucha. A jest godzina 15:30. Normalnie walczyłabym właśnie z obiadem dźwigając Młodego w Ergo, poganiając Kacpra do grania lub lekcji i opędzając się od wrzeszczącego Kuby. Ferie ;) Starszaki pewnie okupują telewizor u babci. Kajetanek z lekko niedomagającym mężem w słodkich objęciach Morfeusza. Nawet robota mi dzisiaj szła, bo druga babcia przykuśtykała pobawić się ze słodkim niemowlakiem. Jak niewiele rodzicowi do szczęścia potrzeba. Odrobiny ciszy i świadomości, że dzieci są zaopiekowane bez naszego w tym udziału. I jaki to deficytowy towar dla "młodej" matki, ta cisza. Płynne złoto, warte każdej ceny ;)
Swoją drogą życie jest przewrotne. Narzekamy na nasze drugie połówki (te, które mają połówki pomagające proszę o nieodzywanie się ;)), a jednocześnie okazuje się, że tatusiowie w sprzyjających okolicznościach są w stanie ogarnąć towarzystwo z lepszym skutkiem niż my, miotające się pomiędzy pampkiem a ścierą w kuchni. Czyli smutna prawda - jesteśmy zastępowalne. Całe szczęście tylko w kwestiach bytowo-rzeczowych. W pozostałych nadal prowadzenie obejmuje MAMA ;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Jeście, jeście, jeście ...

Zainspirowana notką obsesyjnego drugiego śniadanka postanowiłam napisać małe co nie co o diecie najmłodszego. Kajetanek w duchu BLW dostawał do łapki co chciał. Od około pół roku. Efektem jest biegłość niezwykła w posługiwaniu się widelcem i łyżeczką, tudzież umiejętność picia z kubeczka. Że o umiejętnym przelewaniu napojów z kubka do kubka nie wspomnę ;). Smakosz nasz nadal najbardziej lubi moje mleko. Do tego stopnia, że kiedy jestem w domu jest problem w nakarmieniu go rzeczami bardziej treściwymi. No chyba, że braciom trzeba akurat podwędzić kabanoska, paluszki, chrupki kukurydziane lub ciasteczka ryżowe. Nie będę usiłowała też malować obrazka przedstawiającego cielęcy zachwyt w oczach Kajtka na widok opakowania czekolady. Gorzkiej, a jakże. Z obiadami generalnie nie mam problemu. Zajada ze smakiem zupki wszelakie, gardząc jednakże moją ulubioną dyniową po przyprawieniu gałką muszkatołową. Przed przyprawieniem jest git. Preferuje zawsze i wszędzie mięsko. W każdej postaci. Na h...