Przejdź do głównej zawartości

Podsumowanie.

Pierwsze samodzielne kroki nastąpiły onegdaj wczoraj. Balansowanie na dwóch jest fascynujące, choć czasami zakończone plaskaczem dupnym ;) Czyli standardowo rodzinnie chodzić zaczyna mając 11 miechów.
Gada jak najęty - mama, tata, buba (Kuba?), dada, baba, am ... ale chyba nie do końca czai co gada.
Naśladuje zaraz i natychmiast wszystko, co robimy. Namiętnie robi myju, myju ściereczką. Jak ktoś potrzebuje małego pucybuta albo "konserwatora powierzchni płaskich" to chętnie wynajmę. Papier toaletowy i ręczniki papierowe w ilościach hurtowych zużywa do polerowania prysznica i podłóg. Cóż wart papier w porównaniu z minutami spokoju ;) Robi papa chłopakom wyjeżdżającym do placówek i tacie do pracy. Kosi kosi i brawo jak coś zbroi. Oj, oj - jak dopiero zamierza zbroić. Hitem jednak jest "jaki masz kłopot" w wykonaniu Kajtka zajadającego własnoręcznie zupkę lub kaszkę. Dobrze, Że do wanny niedaleko ;)
"Co do jedzenia to moje" krzyczy Kajetan całym swym jestestwem. Można zapomnieć o zakazanych przekąskach i puszce z piwem. Nie odpuści niczemu, co się nie rusza i może zostać zjedzone. I ten wygłodzony wzrok. Mnie staje kością w gardle żarcie jak widzę jak na mnie patrzy. Jakbym go tydzień nie karmiła. Dieta nadal uboga, bo o mlecznych i jajecznych możemy pomarzyć. Cytrusy, czekolada, pstrąg omijają mnie również. A jak nie ominą to Kajetan wygląda jak muchomor.

Ale życie z nim jest słodkie. Śle uśmiechy (z sześcioma ostrymi ząbkami) braciom z rana, wyrywa się do taty jak go tylko zobaczy. A do mnie ... bezustannie się przytula. I zabawnie zagląda i szarpie za bluzkę kiedy jest głodny. Jest tak podobny do Kuby i Kacpra, i jednocześnie taki inny. Bardziej bojaźliwy i ostrożny, ale o wiele bardziej stanowczy. Doskonale wiem, kiedy kończymy jedzenie. odsuwa po prostu moją rękę i wiem, że nie ma co próbować wciskać mu jeszcze jednego kęsa. Nie to znaczy nie, po prostu.

A za niecały miesiąc kończy rok. Uwierzycie???

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Rajd Rowerowy w okolice Miastka - 26 IX 2015 r.

Janusz wyszykował taką przyczepkę, że mucha nie siada. Spokojnie możemy jechać na ten Bornholm. Ale, ale ... nie tak szybko, Wkoło nas tyle ciekawych miejsc, które warto zobaczyć. Dzięki Lechowi, który jest przewodnikiem PTTK, trasa kolejnej wędrówki zostaje ściśle wytyczona. Rowery zapakowane, banany na twarzach, humory i pogoda dopisują. Obieramy kurs na Miastko. Lechu z Mirką jadą swoim samochodem, Ala, Maciej, Wojtek, Marek i ja ładujemy się do wozu Janusza. Miastko miga nam tylko naprzemiennie wykonaną ścieżką rowerową (uwielbiam ten chaos na ścieżkach i przejeżdżanie z jednej strony na drugą). Zaraz za miastem górka. Cieszę się, że Maciej kupił czapkę Brubeck pod kask, bo wiatr duje jak szalony. Całe szczęście w połowie wycieczki ucichnie, wyjdzie słońce i zrobi się bardzo ciepło.  Dojeżdżamy do pierwszego przystanku.  Wołcza Wielka, czyli dwór, kościołek na rozstaju i poszukiwania włochatek krowy ;) "Miejscowość położona jest w odległości 4 km na ...