Przejdź do głównej zawartości
Zaiwaniam. W pracy, w domu, tylko ogród na razie omijam szerokim łukiem. Raz z wrodzonej i wyssanej z ojcowskim mlekiem niechęci do prac ogrodowych, dwa - bo tam na razie za dużo roboty nie ma. Chłopaki się kulają. Kajtek na dwóch drepcze wszędzie gdzie może i przyspiesza w miejscach, do których dostęp ma ograniczony ze szczególnym uwzględnieniem spiżarni, garażu i ofcors schodów. Przy tych ostatnich puls mi nieodmiennie przyspiesza. Bramka bramką, ale przy tylu osobach w domu dwa razy udało mu się ominąć zabezpieczenia. Jak Ewkowy Matju uwielbia wodę. We wszystkich postaciach. Z wszystkich sprzętów. Przesiaduje przy bidecie usiłując wyciągnąć zablokowany korek, wciska się między siusiających braci a deskę klozetową, głośno wrzeszczy słysząc, że do wanny leje się woooooooda. A przy wyciąganiu z niej dzieją się u nas dantejskie sceny, z rozdzieraniem szat włącznie ;) Kubek coraz dłuższy i chudszy. Nie wygląda za dobrze, ale robimy badania i czekamy na wyniki. Może taki jego urok połączony z niezłomną upartością rozciągniętą na sferę jedzenia, albo coś z tych badań wyniknie i wtedy będziemy wiedzieli co i jak. Cholera z niego niezła. Potrafi w ciągu sekundy przejść ze stanu euforii przez furię do kompletnej depresji. Słowa "nienawidzę, durny, nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie lubi" często występują w jednym zdaniu. Podchodzę do tego z coraz bardziej stoickim spokojem, choć niejakie me obawy to budzi. Więcej konsekwencji? Bo w przerwach to najmilszy dzieciak pod słońcem, który tak bardzo chce być grzeczny, kochany i podziwiany, ze aż boli. Kacper powoli szykuje się do sezonu wędkarskiego, bije rekordy na gokartach, przynosi coraz lepsze oceny, uczy się rysować, uwielbia Housa i rośnie. Jedno, co jest niezmienne to gadanie. I coraz bardziej z charakteru przypomina mnie. Słomiany zapał, zdolny lecz leniwy, zapalam się i znikam. Może nie kropka w kropkę, ale podobnie. Biję się z myślami, czy posłać go do szkoły muzycznej, jego nauczyciel mówi, że warto, że sobie poradzi. Słychać to zresztą po jego grze. Tylko że to nie jego bajka. Zobaczymy.
Lato przyszło za oknem ... a ja znowu nie mam co na siebie włożyć :(

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Jeście, jeście, jeście ...

Zainspirowana notką obsesyjnego drugiego śniadanka postanowiłam napisać małe co nie co o diecie najmłodszego. Kajetanek w duchu BLW dostawał do łapki co chciał. Od około pół roku. Efektem jest biegłość niezwykła w posługiwaniu się widelcem i łyżeczką, tudzież umiejętność picia z kubeczka. Że o umiejętnym przelewaniu napojów z kubka do kubka nie wspomnę ;). Smakosz nasz nadal najbardziej lubi moje mleko. Do tego stopnia, że kiedy jestem w domu jest problem w nakarmieniu go rzeczami bardziej treściwymi. No chyba, że braciom trzeba akurat podwędzić kabanoska, paluszki, chrupki kukurydziane lub ciasteczka ryżowe. Nie będę usiłowała też malować obrazka przedstawiającego cielęcy zachwyt w oczach Kajtka na widok opakowania czekolady. Gorzkiej, a jakże. Z obiadami generalnie nie mam problemu. Zajada ze smakiem zupki wszelakie, gardząc jednakże moją ulubioną dyniową po przyprawieniu gałką muszkatołową. Przed przyprawieniem jest git. Preferuje zawsze i wszędzie mięsko. W każdej postaci. Na h...