Przejdź do głównej zawartości

Kula się ...

... jakoś do przodu. Widać światełko w tunelu.

W ogrodzie rozwałka totalna. Ale jeden murek z kamieni stoi (śliczny jak z obrazka ;)), a drugi z cegły wykańcza m. z pomocą Kacpra. Męża mam zdolniachę, drugi fach w ręku z powodzeniem ma, bo murek jak spod igiełki. Co prawda dużo jeszcze do zrobienia (i zapłacenia, hm) i trawy w tym roku już nie posadzimy, ale widać postępy.
Kubek skończył chorowanie (chyba) dzięki istotnej pomocy baniek bezogniowych, więc zgodnie z instrukcją zamierzam chłopakom 2 razy w tygodniu aplikować banieczki na wzmocnienie odporności. Muszę ich jeszcze zaszczepić (Kubę i Kajtka), ale okres karencji po zapaleniu ucha i antybolu dla najmłodszego jeszcze nie minął, więc ... jeszcze nie mam stresa (choć powiklania poszczepienne po głowie mi chodzą).
Ale największym osiągnięciem mojego obecnego ja jest złożenie dziennika praktyk i papierów do Izby Architektów. To co prawda pierwszy kroczek, czeka mnie jeszcze wkucie wcale niemałej porcji zagmatwanej prawniczym językiem wiedzy, ale ... czuję się świetnie. Mam powera do roboty i do życia. Bo chociaż ostatnio wyjątkowo przypomina mi ono jazdę na karuzeli, ale widać aktualnie jestem na górze ;)

No i słonko świeci. A ja uwielbiam słoneczną jesień, to moja ulubiona pora.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Jeście, jeście, jeście ...

Zainspirowana notką obsesyjnego drugiego śniadanka postanowiłam napisać małe co nie co o diecie najmłodszego. Kajetanek w duchu BLW dostawał do łapki co chciał. Od około pół roku. Efektem jest biegłość niezwykła w posługiwaniu się widelcem i łyżeczką, tudzież umiejętność picia z kubeczka. Że o umiejętnym przelewaniu napojów z kubka do kubka nie wspomnę ;). Smakosz nasz nadal najbardziej lubi moje mleko. Do tego stopnia, że kiedy jestem w domu jest problem w nakarmieniu go rzeczami bardziej treściwymi. No chyba, że braciom trzeba akurat podwędzić kabanoska, paluszki, chrupki kukurydziane lub ciasteczka ryżowe. Nie będę usiłowała też malować obrazka przedstawiającego cielęcy zachwyt w oczach Kajtka na widok opakowania czekolady. Gorzkiej, a jakże. Z obiadami generalnie nie mam problemu. Zajada ze smakiem zupki wszelakie, gardząc jednakże moją ulubioną dyniową po przyprawieniu gałką muszkatołową. Przed przyprawieniem jest git. Preferuje zawsze i wszędzie mięsko. W każdej postaci. Na h...