Przejdź do głównej zawartości

Jeście, jeście, jeście ...

Zainspirowana notką obsesyjnego drugiego śniadanka postanowiłam napisać małe co nie co o diecie najmłodszego.
Kajetanek w duchu BLW dostawał do łapki co chciał. Od około pół roku. Efektem jest biegłość niezwykła w posługiwaniu się widelcem i łyżeczką, tudzież umiejętność picia z kubeczka. Że o umiejętnym przelewaniu napojów z kubka do kubka nie wspomnę ;). Smakosz nasz nadal najbardziej lubi moje mleko. Do tego stopnia, że kiedy jestem w domu jest problem w nakarmieniu go rzeczami bardziej treściwymi. No chyba, że braciom trzeba akurat podwędzić kabanoska, paluszki, chrupki kukurydziane lub ciasteczka ryżowe. Nie będę usiłowała też malować obrazka przedstawiającego cielęcy zachwyt w oczach Kajtka na widok opakowania czekolady. Gorzkiej, a jakże.
Z obiadami generalnie nie mam problemu. Zajada ze smakiem zupki wszelakie, gardząc jednakże moją ulubioną dyniową po przyprawieniu gałką muszkatołową. Przed przyprawieniem jest git.
Preferuje zawsze i wszędzie mięsko. W każdej postaci. Na hasło: chcesz kiełbaskę odstawia polkę galopkę pod lodówkę i jeszcze drze japę jak rodzice za wolno rzeczoną wędlinkę wyciągają. Hitem jest miłość mojego dziecka do oliwek i pomidorów. Te ostatnie jakby przestały mu smakować po sezonie, więc prędzej zje w sałatce z rzodkiewką i ogórkiem kiszonym niż same, ale fakt faktem - najmłodszy je WARZYWA! Nie gardzi świeżą kapustą i kalafiorkiem, lubi buraczki. Owoce też lubi, szczególnie gruszkę. I kasze: kukurydzianą i jaglaną. Za to totalnie gardzi, dosłownie gardzi, chlebem i ziemniakami. Nie dla niego zapychacze, oj nie. Wyjątek zrobi dla domowych frytek, ale to u nas rzadkość, więc na wszelki wypadek napycha się nimi jak mops. W związku z powyższym śniadania i kolacje to dla mnie wyzwanie. Bo co podać mu na tyle interesującego, żeby odwrócić uwagę od maminego mleka? I żeby było treściwe? Bo mlecznych rzeczy na razie za dużo nie daje, tylko jogurt. A jajko też w stanie niełaski. Może teoria, że dzieci BLW nie jedzą uczulających ich produktów jest prawdziwa? Bo Kajtek nie tknie twarożków, serków i napojów mlecznych. Dodałam, że pije właściwie tylko wodę? Czasem skusi się na gorzką! herbatę albo jakiś mocno rozwodniony kompocik. Matce dzieci, które uwielbiały słoiczki, gęste Kubusie, soki z kartonu i smażone kotlety trudno wciąż w to uwierzyć. Bo niby początki były te same. Ale starsi byli karmieni a najmłodszy karmi się sam. Czyżby to było takie proste?

Komentarze

  1. Woooow :)
    Aż miło poczytać :D Klusiński też się karmi sam, ciekawa jestem co z nim będzie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój też karmi się sam ale (czasem)lubi słoiczki, gęste soki , jogurty ,sery też, swego czasu żarł ser ze śmietaną i szczypiorkiem na tony :P no i melko z cyca na pierwszym miejscu. ale po co odzwyczajać? :P:P:P pisałaś na blogu Ewy, że Twój mały jest chudy, co to znaczy???mój też chudy, do roku nie jadł nic prócz cyca i śladowych ilości tego co do ręki. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. tzn co to znaczy, że chudy w sensie czy ma stwierdzone jakieś niedobory??

    OdpowiedzUsuń
  4. jak podajesz kasze jaglaną?? mój z kasz to tylko gryczaną lubi:P Jego ulubione warzywa-fasolka szparagowa zielona i szpinak Oo

    OdpowiedzUsuń
  5. Chudy to Średni, chociaż Najmłodszy też nie osiłek, zwłaszcza po dwóch ostatnich chorobach z antybiotykiem. Niedoborami ewentualnymi już nie mam sił się przejmować, walka na polu jedzenie- zdrowie z dwójką starszych trwa. Fasolkę Kajtek też lubi, szpinaku nie próbowałam. Co do jaglanki to mój synek lubi gotowaną z owocami. Zwłaszcza z gruszką i bananem. Gruszka to absolutny hit. I poza bananem i czekoladą jedyne słodkie, które mu smakuje. Zdecydowanie woli kwaśne smaczki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szpinak podaję z makaronem i czosnkiem i w naleśnikach i pierogach(pierogi kupne)-też zje. Spróbuję jaglanki choć ja tylko na ostro preferuję:) Gruszek jeszcze nie jedliśmy w tym sezonie, muszę w końcu kupić :P U nas królują surowe jabłka, młody uwielbia. Banana nie zje, czekolade też by jadł ale nie może ze względu na to, że ma straszne zaparcia i prawie każde wypróżnienie idzie w bólach ;/

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Rajd Rowerowy w okolice Miastka - 26 IX 2015 r.

Janusz wyszykował taką przyczepkę, że mucha nie siada. Spokojnie możemy jechać na ten Bornholm. Ale, ale ... nie tak szybko, Wkoło nas tyle ciekawych miejsc, które warto zobaczyć. Dzięki Lechowi, który jest przewodnikiem PTTK, trasa kolejnej wędrówki zostaje ściśle wytyczona. Rowery zapakowane, banany na twarzach, humory i pogoda dopisują. Obieramy kurs na Miastko. Lechu z Mirką jadą swoim samochodem, Ala, Maciej, Wojtek, Marek i ja ładujemy się do wozu Janusza. Miastko miga nam tylko naprzemiennie wykonaną ścieżką rowerową (uwielbiam ten chaos na ścieżkach i przejeżdżanie z jednej strony na drugą). Zaraz za miastem górka. Cieszę się, że Maciej kupił czapkę Brubeck pod kask, bo wiatr duje jak szalony. Całe szczęście w połowie wycieczki ucichnie, wyjdzie słońce i zrobi się bardzo ciepło.  Dojeżdżamy do pierwszego przystanku.  Wołcza Wielka, czyli dwór, kościołek na rozstaju i poszukiwania włochatek krowy ;) "Miejscowość położona jest w odległości 4 km na ...