Przejdź do głównej zawartości
Żyję. Ale co to za życie. Pierwszy raz miałam stuprocentową grypę i w końcu wiem, po co ludzie się na to cholerstwo szczepią. Przez tydzień mnie nie było wśród żywych. Było mi wsio rybka czy dzieci jedzą, siedzą, oglądają tv 12 godzin na dobę i czy wszystko się kula. Leżałam, usiłowałam spać i tylko zbijałam temperaturę. A jakby kto nie wiedział ja nie miewam temperatury, to moja czwarta w życiu. W każdym razie nikomu nie życzę grypska, zwłaszcza z nocnymi atrakcjami w postaci przyssanego ssaka, który widać chyba wyciągnął z mlekiem matki jakieś przeciwciała, bo poza dwoma "niewyraźnymi" dniami nic mu nie było. Mimo wyjątkowo mocnej ekspozycji na wirusa. Bo radę pana doktora o maseczce mogłam sobie wsadzić, dusiłam się i bez tego.
Teraz powolutku sobie dochodzę do żywych, słaba jestem jak niemowlak, a jeszcze przyplątało się zapalenie zatok, więc zaprzyjaźnię się znowu z NFZ. 
Ale nic to, jak powiadał Hajduczek, słonko wyszło, zrobiło się ciepło i człowiekowi znowu zachciewa się żyć. Zwłaszcza jak rano widzi uśmiechnięte gębusie obok siebie. Kajetanek w kółko powtarza "cieść" i "da, da", że nie wspomnę o sztandarowym "nieeeeeeeee", a i u reszty zauważam oznaki wiosennego ożywienia. W pracy roboty mam wysoki stosik, więc też nie jest źle. Teraz tylko poproszę 10 stopni plus, żeby zrzucić zimowe kurtki i będzie git.
Słoneczka i uśmiechu wszystkim na dzisiaj życzę!!!

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Rajd Rowerowy w okolice Miastka - 26 IX 2015 r.

Janusz wyszykował taką przyczepkę, że mucha nie siada. Spokojnie możemy jechać na ten Bornholm. Ale, ale ... nie tak szybko, Wkoło nas tyle ciekawych miejsc, które warto zobaczyć. Dzięki Lechowi, który jest przewodnikiem PTTK, trasa kolejnej wędrówki zostaje ściśle wytyczona. Rowery zapakowane, banany na twarzach, humory i pogoda dopisują. Obieramy kurs na Miastko. Lechu z Mirką jadą swoim samochodem, Ala, Maciej, Wojtek, Marek i ja ładujemy się do wozu Janusza. Miastko miga nam tylko naprzemiennie wykonaną ścieżką rowerową (uwielbiam ten chaos na ścieżkach i przejeżdżanie z jednej strony na drugą). Zaraz za miastem górka. Cieszę się, że Maciej kupił czapkę Brubeck pod kask, bo wiatr duje jak szalony. Całe szczęście w połowie wycieczki ucichnie, wyjdzie słońce i zrobi się bardzo ciepło.  Dojeżdżamy do pierwszego przystanku.  Wołcza Wielka, czyli dwór, kościołek na rozstaju i poszukiwania włochatek krowy ;) "Miejscowość położona jest w odległości 4 km na ...