Przejdź do głównej zawartości

Weekend z dziećmi ... strach się nie bać.

Nie mam pojęcia czy tylko ja tak czarno wszystko widzę, ale ...
Wczoraj z racji drugiego samotnego dnia bez męża z trójką dzieci zakonspirowaliśmy się u babci w porze obiadku (mniam, surówka z młodej kapustki była zajebiście smaczna, olać azotany), a potem w ramach rozrywki wzięłam dwóch młodszych do pobliskiego parku na spacerek. 
Nie wiedziałam co czynię.
Do parku biegłam truchtem, bo buncik dwulatek za cholerę ręki nie poda, więc trzeba go było zgarniać z ruchliwej ulicy. 
Przystanek pierwszy - placyk zabaw. Dla malutkich dzieci jak znalazł, ale Kubę interesowała tylko karuzela. Już zajęta. Bo w niedzielne popołudnie wyszło tam chyba pół Chojnic z dziećmi. Moje latorośle latały jakby im kto motorki przykręcił. Z tym, że Kajtka zdecydowanie bardziej interesowało latanie niż bawienie. 
Na hasło "idziemy karmić kaczuszki" chłopaki pomknęły z szybkością błyskawicy i głośnym "kwa, kwa" w kierunku pobliskiej wody. Ledwo zdążyłam Młodego odciągnąć, bo już prawie się turlał w kierunku akwenu. 
W tym miejscu serdecznie chciałam podziękować tym, co park zaprojektowali. Za:
- ilość wody na terenie - system jeziorek i kanałów jest fajny, ale nie jak się ma małe dzieci, które chcą się kąpać nawet w kałuży,
- strome skarpy zabezpieczone płotkiem sięgającym dzieciom do kolan - jak się dobrze rozpędzą to albo przeskoczą albo spektakulanie rozłożą ze spadkiem w kierunku wody,
- balustrady na mostkach zaprojektowane nie wiem przez kogo, ale bym w d... go kopnęła, bo przepisowych 12 cm z pewnością między poszczególnymi elementami nie mają - Kajtek lat dwa z łatwością przeciskał łeb usiłując nakarmić "kwa, kwa".
Z lekkim drżeniem serca nakarmiliśmy kaczki i "jiby", z naciskiem na te drugie w ilościach hurtowych. Kotłowały się jakby nic do żarcia nie miały od tygodnia. Jak nic przy takiej niedzielnej diecie wyrosną z nich niedługo potwory, bo małe nie były. Dobrze, że chociaż wędkarze patrzyli na nas przychylnym okiem, bo reszta spacerowiczów tak jakoś dziwnie. Przy czym wcale im się nie dziwię.
Kajtek darł się na całe gardło "jiby am", "ciem tutaj" i w przeważającej większości "nieeeeeee". Ja usiłowałam zgarniać go przed rolkarzami i rowerzystami ze ścieżki, przekonywać do kierunku marszu "za starszym bratem", ale opornie mi szło. Zaliczyłam trzy jeziorka "mama ciap, ciap", dwa place zabaw ( na których byłam jedną z niewielu matek, które puszczały dziecko luzem i patrzyły czy się krzywda nie dzieje), długie kilometry chodnika "nie w tym kierunku". Wyniosłam w końcu Kajtka wrzeszczącego pod pachą (co przy nadwyrężonym nadgarstku wprawiło mnie w "szampański" humor) ku uciesze reszty matek posiadających dzieci zgodne i grzeczne, a przynajmniej mniej ruchliwe i głośne oraz ku zbulwersowaniu osób nie posiadających potomstwa i chcących w spokoju delektować się pięknem parku.
Bo park odnowiony piękny jest zaiste. Sama bym chętnie założyła rolki i nieśpiesznie udała się podziwiać jego uroki. Bez dzieci.
A jak już weszłam do domu odpaliłam starszyźnie "Avengers", a Młodemu "Auta dwaaaaaa" i poszłam się zresetować przy kawałku drożdżówki z colą. I przy lekturze "Architektury", co mnie zamiast uskrzydlić zdołowało do końca.
Po wyszorowaniu towarzystwa w wannie padłam z nimi tak skutecznie, że powrotu miaużonka nie zarejestrowałam zainstalowana między Kubkiem i Kajtkiem. Zwlokłam się tylko z wyrka gdzieś koło drugiej w celu wymiany niewygodnych dżinsów na piżamkę i umycia się, po czym padłam dalej.
I już się boję długiego weekendu.

Komentarze

  1. witaj w klubie;) u mnie też trójka...trochę większa ale równie "wesoło" mam:) Pozdrawiam ciepło życząc siły i spokoju na długi weekend:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Kajuś, dawno Cię nie czytałam, ale z przyjemnością nadrabiam ;) ja omijam wszelkie place zabaw szerokim łukiem, ale za kilka m-cy jak mój Kubek podrośnie znów wypadałoby się pokazać :P :D buziaki :*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Jeście, jeście, jeście ...

Zainspirowana notką obsesyjnego drugiego śniadanka postanowiłam napisać małe co nie co o diecie najmłodszego. Kajetanek w duchu BLW dostawał do łapki co chciał. Od około pół roku. Efektem jest biegłość niezwykła w posługiwaniu się widelcem i łyżeczką, tudzież umiejętność picia z kubeczka. Że o umiejętnym przelewaniu napojów z kubka do kubka nie wspomnę ;). Smakosz nasz nadal najbardziej lubi moje mleko. Do tego stopnia, że kiedy jestem w domu jest problem w nakarmieniu go rzeczami bardziej treściwymi. No chyba, że braciom trzeba akurat podwędzić kabanoska, paluszki, chrupki kukurydziane lub ciasteczka ryżowe. Nie będę usiłowała też malować obrazka przedstawiającego cielęcy zachwyt w oczach Kajtka na widok opakowania czekolady. Gorzkiej, a jakże. Z obiadami generalnie nie mam problemu. Zajada ze smakiem zupki wszelakie, gardząc jednakże moją ulubioną dyniową po przyprawieniu gałką muszkatołową. Przed przyprawieniem jest git. Preferuje zawsze i wszędzie mięsko. W każdej postaci. Na h...