Przejdź do głównej zawartości

A było tak pięknie ... i się skończyło.

Miałam prawie tydzień wolnego.
Kacper wojażował na szkolnej wycieczce Budapeszt - Słowacja - Kraków. Kontakt sms-owo telefoniczny w zupełności nam wystarczał.
Kubek w czwartek został "sprzedany" do ukochanej babci Danki. Pierwszego dnia ciągle dzwonił, najczęściej pytając kiedy wróci Kacper (potrzebny bratu do instalacji jakiejś gry na kompie), potem słuch o nim zaginął ;)
Miałam wielkie plany rowerowe, bo zostało mi fotelikowe dziecko nr trzy, ale pokrzyżowała te plany pogoda i choroba Młodego. Pogoda wiadomo, podlewała kwiatki, racząc nas przy okazji gradem wielkości grochu. A choroba Kajtka była ta sama co starszych braci. Katar - kaszel - chrypka. bez temperatury, więc nawet nie ma co liczyć na fachową lekarską pomoc. Chłopaki są chore nadal i nie bardzo wiem, czym i ile mam ich jeszcze w domu leczyć zanim zapiszę się w kolejkę do lekarza. Dodatkowa komplikacja to fakt, ze Średniak miał mieć właśnie baaardzo zaległe szczepienie sprzed dwóch lat, a Kajtek MMR-kę. Bez wielkich wyrzutów sumienia znowu przekroczymy termin.
Tak więc miałam wolne, bo rodzice trójki doskonale zdają sobie sprawę, że jedna sztuka mniej w inwentarzu oznacza całkiem sporą dodatkową dawkę ciszy i spokoju. A dwójka to już prawie luksus, zwłaszcza jak zostaje w domu dziecko najcichsze, najmniej upierdliwe i najbardziej pomocne. Z racji choroby Kajtek właściwie wisiał na piersi, więc ja mogłam sobie przy okazji zrobić maraton filmowy.
Ale dobre szybko się kończy.
Od wczoraj mam wszystkich w domu. Czyli dostaję kota. Głośno, kłótnie, krzyki, "mamooooo" na każdym zakręcie. Usiłuję na nowo się przyzwyczaić do hałasu, a oni do domowej rzeczywistości. Jeszcze jeden dzień aklimatyzacji. Postaram się przetrwać. Wszak matka jak sierżant, musi dać z siebie wszystko.

Komentarze

  1. ooo skąd ja to znam;) moje mimo że duże (17,13,10) i tak wciąż wołają "mamooooo"... kłócąc się i popychając.. Znam tego "kota" z autopsji :) Pozdrawiam ciepło :*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Jeście, jeście, jeście ...

Zainspirowana notką obsesyjnego drugiego śniadanka postanowiłam napisać małe co nie co o diecie najmłodszego. Kajetanek w duchu BLW dostawał do łapki co chciał. Od około pół roku. Efektem jest biegłość niezwykła w posługiwaniu się widelcem i łyżeczką, tudzież umiejętność picia z kubeczka. Że o umiejętnym przelewaniu napojów z kubka do kubka nie wspomnę ;). Smakosz nasz nadal najbardziej lubi moje mleko. Do tego stopnia, że kiedy jestem w domu jest problem w nakarmieniu go rzeczami bardziej treściwymi. No chyba, że braciom trzeba akurat podwędzić kabanoska, paluszki, chrupki kukurydziane lub ciasteczka ryżowe. Nie będę usiłowała też malować obrazka przedstawiającego cielęcy zachwyt w oczach Kajtka na widok opakowania czekolady. Gorzkiej, a jakże. Z obiadami generalnie nie mam problemu. Zajada ze smakiem zupki wszelakie, gardząc jednakże moją ulubioną dyniową po przyprawieniu gałką muszkatołową. Przed przyprawieniem jest git. Preferuje zawsze i wszędzie mięsko. W każdej postaci. Na h...