Przejdź do głównej zawartości

Dzieci

Pierwszak w szkole. Najpierw dylemat. Wybór szkoły wcale nie był prosty, bo jedna ze szkół blisko babci, która może zaopiekować, dać papu. Druga naprzeciwko pracy mojego męża. Upierał się, to teraz ma dodatkowe obowiązki, ha. Kubek zadowolony, choć jeszcze nieco zmieszany i nieśmiały. I podobno grzeczny. Ciekawe, jak długo. Kolegę najlepszego sobie już wybrał. Jak w przedszkolu. Największego w klasie. I też Kacpra (!). Z imionami zresztą problemu nie mamy, bo wychowawczyni po raz trzeci ma na imię Basia. Wygodne. Dzięki staraniom babci i podpowiedziom szwagierki Średni został zapisany na obiady (podobno dobre i coś z nich zjada) i do świetlicy. To drugie wygodne, bo ma kontakt z rówieśnikami (na razie bardzo zadowolony), a my wzglęny luz w odbieraniu. Z tym zresztą też nie ma problemu, bo kubek jest samoobsługowy. Czwartego dnia tacie coś się pomyliło i nie przyszedł na czas odebrać synka. Trochę się zdziwił kiedy zobaczył go w drzwiach pracowni. Młody po prostu urwał się sam do domu. Pojęcia nie mam jak, bo pani powinna przypilnować. Ale rabanu na razie nie robiliśmy, bo to z naszej winy. Kubek dostał przykaz czekania, ale cieszy mnie świadomość, że jednak jest samowystarczalny. Poradzi sobie. Byle nie za bardzo ;) Żebym go tylko nie musiała odbierać np. z Maca po drugiej stronie miasta.
Gimnazjalista. Został przewodniczącym klasy. Zapisał się na kółko fizyczne i chemiczne. Szykuje się do konkursów. Podręcznik od chemii czyta na przerwach. I w końcu się nie nudzi. Wiwat szkoła!!!
Przedszkolak niestety do przedszkola nie pójdzie. Odpieluchowanie się nie udało z racji wyjątkowo zatwardziałego charakterku delikwenta. Teraz zostało zawieszone na czas przeziębienia. Czeka nas odstawienie od piersi (mam już dosyć nocnego wiszenia na cycku), odstawienie od pieluch (ratunku, jak go przekonać, że przeszkadzają mu mokre spodnie i że sikanie do nocnika to jest TO?) i wyprowadzka z naszego łóżka (rozpycha się skubaniec coraz bardziej). Ofcors nie wszystko na raz. I tak największy problem z odstawieniem tego wszystkiego będę miała JA.

Komentarze

  1. Aaaaa, powodzenia, cierpliwości, to juz ostatni raz przechodzisz przez to wszystko :D Chyba :PPP

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Jeście, jeście, jeście ...

Zainspirowana notką obsesyjnego drugiego śniadanka postanowiłam napisać małe co nie co o diecie najmłodszego. Kajetanek w duchu BLW dostawał do łapki co chciał. Od około pół roku. Efektem jest biegłość niezwykła w posługiwaniu się widelcem i łyżeczką, tudzież umiejętność picia z kubeczka. Że o umiejętnym przelewaniu napojów z kubka do kubka nie wspomnę ;). Smakosz nasz nadal najbardziej lubi moje mleko. Do tego stopnia, że kiedy jestem w domu jest problem w nakarmieniu go rzeczami bardziej treściwymi. No chyba, że braciom trzeba akurat podwędzić kabanoska, paluszki, chrupki kukurydziane lub ciasteczka ryżowe. Nie będę usiłowała też malować obrazka przedstawiającego cielęcy zachwyt w oczach Kajtka na widok opakowania czekolady. Gorzkiej, a jakże. Z obiadami generalnie nie mam problemu. Zajada ze smakiem zupki wszelakie, gardząc jednakże moją ulubioną dyniową po przyprawieniu gałką muszkatołową. Przed przyprawieniem jest git. Preferuje zawsze i wszędzie mięsko. W każdej postaci. Na h...