Przejdź do głównej zawartości

Anegdotka lekko architektoniczna, czyli dlaczego trzeba uważać kiedy powierza się dziecko ojcu ;-
Jeździłam z tatą często na budowy i do inwestorów. Kiedy zostawiał mnie w samochodzie marki Fiat 126 P "na piętnaście minut" oznaczało to ni mniej ni więcej, że spędzę tam pół godziny. Nie do pomyślenia dzisiaj, prawda?
Kiedyś zabrał mnie do inwestora. Majętnego. Inny świat. Ponieważ chcieli rozmawiać długo o koncepcji przebudowy  uprzejmy pan Tomasz włączył mi telewizor. Kolorowy!!! Pierwszy raz taki widziałam. I zostawił pudełko czekoladek. Z początku nieśmiało zjadłam jedną. Dobra. Potem z łakomstwa następną. Z nudów poszło dalej. W końcu dyplomatycznie zostawiłam ostatnią, choć z ciężkim sercem. Jakież było zdziwienie mego kochanego rodziciela, kiedy po długim czasie przyszedł . Bo wstając jego córeczka się zatoczyła. I miała szkliste oczka.
Bombonierka okazała się paczką baryłek z alkoholem. Oj, jak mi smakowały.

Komentarze

  1. hahahahahahahahahahahahahahah

    OdpowiedzUsuń
  2. wracajac do ksiazek - chcesz moze 'Zaczyn' w formacie epub? Mozna konwertowac online do mobi ;) Ksiazka uczciwie kupiona. guruburu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki, guru, mam w wersji papierowej i kończę czytać (czemu tam jest tak mało zdjęć????). Fajny masz teraz nick :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Jeście, jeście, jeście ...

Zainspirowana notką obsesyjnego drugiego śniadanka postanowiłam napisać małe co nie co o diecie najmłodszego. Kajetanek w duchu BLW dostawał do łapki co chciał. Od około pół roku. Efektem jest biegłość niezwykła w posługiwaniu się widelcem i łyżeczką, tudzież umiejętność picia z kubeczka. Że o umiejętnym przelewaniu napojów z kubka do kubka nie wspomnę ;). Smakosz nasz nadal najbardziej lubi moje mleko. Do tego stopnia, że kiedy jestem w domu jest problem w nakarmieniu go rzeczami bardziej treściwymi. No chyba, że braciom trzeba akurat podwędzić kabanoska, paluszki, chrupki kukurydziane lub ciasteczka ryżowe. Nie będę usiłowała też malować obrazka przedstawiającego cielęcy zachwyt w oczach Kajtka na widok opakowania czekolady. Gorzkiej, a jakże. Z obiadami generalnie nie mam problemu. Zajada ze smakiem zupki wszelakie, gardząc jednakże moją ulubioną dyniową po przyprawieniu gałką muszkatołową. Przed przyprawieniem jest git. Preferuje zawsze i wszędzie mięsko. W każdej postaci. Na h...