Przejdź do głównej zawartości

Już za chwileczkę, już za momencik ...

M. chyba mnie jednak kocha (po tylu latach ;)). Szkoda, że jest weekend, bo to dla mnie dwa dni czekania dłużej. Na kuriera i moją nową "zabaweczkę". Pana Kindelka. 
 Po raz kolejny szukając jakiejś pozycji książkowej trafiłam na nią tylko w wersji nie-papierowej. Niby mogłabym na kompie, ale przy czytaniu lubię zwinąć się w kłębek, a siedzenie z grzejącą w nogi baterią lapka jest mało komfortowe. Zainspirowana moją idolką, która ciągle chodzi po domu z jakimś elektronicznym gadżetem i zamiast pilnować dzieci ciągle czyta ;) (kochana, wiesz, że tak nie myślę, ja ci tylko zazdroszczę poziomu, który pozwala ogarnąć ta całą elektronikę ... i dzieci jednocześnie ;)) popatrzyłam przychylnym okiem na czytniki. Tylko nie wiedziałam, że tego tałatajstwa w sieci jest tyle do wyboru. Osiołkowi w żłobie dano ... i na dwa wieczory utknęłam w poradach. Z powodów oczywistych i boleśnie egzystencjalnych wybrałam wersję classic. I to cudeńko do mnie już jedzie. Jeszcze w życiu tak niecierpliwie nie czekałam na e-maila o nadaniu przesyłki i teraz przebieram nóżkami z radością, że może już w poniedziałek. Już za chwileczkę, już za momencik życie z Kindelkiem zacznie się kręcić.
A mężusiowi dziękuję. Jesteś wielki.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Jeście, jeście, jeście ...

Zainspirowana notką obsesyjnego drugiego śniadanka postanowiłam napisać małe co nie co o diecie najmłodszego. Kajetanek w duchu BLW dostawał do łapki co chciał. Od około pół roku. Efektem jest biegłość niezwykła w posługiwaniu się widelcem i łyżeczką, tudzież umiejętność picia z kubeczka. Że o umiejętnym przelewaniu napojów z kubka do kubka nie wspomnę ;). Smakosz nasz nadal najbardziej lubi moje mleko. Do tego stopnia, że kiedy jestem w domu jest problem w nakarmieniu go rzeczami bardziej treściwymi. No chyba, że braciom trzeba akurat podwędzić kabanoska, paluszki, chrupki kukurydziane lub ciasteczka ryżowe. Nie będę usiłowała też malować obrazka przedstawiającego cielęcy zachwyt w oczach Kajtka na widok opakowania czekolady. Gorzkiej, a jakże. Z obiadami generalnie nie mam problemu. Zajada ze smakiem zupki wszelakie, gardząc jednakże moją ulubioną dyniową po przyprawieniu gałką muszkatołową. Przed przyprawieniem jest git. Preferuje zawsze i wszędzie mięsko. W każdej postaci. Na h...