Przejdź do głównej zawartości

Przebudowa budynku biurowo-socjalnego szkółki leśnej w Klosnowie

Pół dnia omawiania i zastanawiania się nad nazwą inwestycji. Jedna zmiana do wniosku o warunki zabudowy, żeby przypadkiem urząd nie odrzucił projektu. A budyneczek malutki. Blisko torów, w lesie.
Na miejscu całkiem sympatyczny, choć duży budynek. Drewniany, ładny, ale latka lecą. Program użytkowy się zmienił, niepotrzebne m2 generują niepotrzebne koszty. Duża świetlica out, część biurowa za duża, socjal do zmniejszenia.


 

 Kombinacje alpejskie jak to nazwać, bo wyburzamy właściwie cały budynek poza piwnicą. Stanęło na przebudowie z częściową rozbiórką. Pudło. Na etapie koncepcji dostawiamy wejście na słupach poza obrysem istniejącego obiektu. Jak nic zahaczę ten szczegół w urzędzie. Zmiana wniosku - przebudowa i rozbudowa z częściową rozbiórką. Teraz można skupić się na szczegółach.

 Zadaszone wejście przez wiatrołap prowadzi do holu. Wejście do szatni "brudnej" z samego wiatrołapu. Z szatni "brudnej" do "czystej" przechodzimy przez pomieszczenie higieniczno-sanitarne z natryskami, ustępem, umywalnią i suszarnią odzieży. Z uwagi na to, że od lat prace zlecone w szkółce wykonują tylko kobiety rezygnujemy z projektowania szatni dla mężczyzn. Z holu dostępne są dwa ustępy, jadalnia, biuro, magazynek, pomieszczenie sprzątaczki i zamknięta klatka schodowa do piwnicy. W piwnicy tylko pomieszczenie techniczne i magazyn oleju. Ogrzewanie kombinowane, bo obiekt w dużej części użytkowany będzie tylko sezonowo. Olej, powietrzna pompa ciepła. Solary nie wchodzą w rachubę, bo obiekt stoi zasłonięty od południa dosyć wysokim lasem. 
Architektura prosta. Miało być regionalnie, dużo drewna. Ale w trakcie prac nad elewacją czasy dzisiejsze przebiły tradycję. Tak jak i wymogi dostosowania obiektu dla niepełnosprawnych. Stąd pochylnia. Co do materiałów - sporo drewna, blachodachówka w grafitowym kolorze, biały i szary tynk. Żadnych szaleństw, bo to tylko zaplecze socjalno-biurowe. Ale takich projektów mam najwięcej. Perełki zdarzają się baaardzo rzadko. A realizacje tych perełek zgodnie z projektem chyba ... się jeszcze nie zdarzyły ;)

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Jeście, jeście, jeście ...

Zainspirowana notką obsesyjnego drugiego śniadanka postanowiłam napisać małe co nie co o diecie najmłodszego. Kajetanek w duchu BLW dostawał do łapki co chciał. Od około pół roku. Efektem jest biegłość niezwykła w posługiwaniu się widelcem i łyżeczką, tudzież umiejętność picia z kubeczka. Że o umiejętnym przelewaniu napojów z kubka do kubka nie wspomnę ;). Smakosz nasz nadal najbardziej lubi moje mleko. Do tego stopnia, że kiedy jestem w domu jest problem w nakarmieniu go rzeczami bardziej treściwymi. No chyba, że braciom trzeba akurat podwędzić kabanoska, paluszki, chrupki kukurydziane lub ciasteczka ryżowe. Nie będę usiłowała też malować obrazka przedstawiającego cielęcy zachwyt w oczach Kajtka na widok opakowania czekolady. Gorzkiej, a jakże. Z obiadami generalnie nie mam problemu. Zajada ze smakiem zupki wszelakie, gardząc jednakże moją ulubioną dyniową po przyprawieniu gałką muszkatołową. Przed przyprawieniem jest git. Preferuje zawsze i wszędzie mięsko. W każdej postaci. Na h...