Przejdź do głównej zawartości

Torebka kobiety kontra torebka pani architekt.

Podobno przepastne kieszenie torebek kobiet mieszczą w sobie skarby. Kosmetyczne, pamiątkowe. Dużo ich.
Zawartość mojej zmienia się sukcesywnie w miarę jak kolejne latorośle dorastają (lub wyrastają). Chusteczki pampersowe i pampki zaczynają wypierać samochodziki i figurki klonów.
Dzisiaj jednak sprawdziłam, czemu moja torebka nagle zmieniła się w torbisko i niemiłosiernie zaczęła ciążyć na ramieniu. Znalazłam:
- portfel (ciężki niestety od drobnych i paragonów),
- komórkę,
- ładowarkę do komórki,
- klucze od domu, pracowni i domu mojej mamy
- zapasowy dysk zastępujący mi pendraka (za mała pojemność na całe archiwum)
- kalendarz
- notes z fakturami i umowami
- notatki z dwóch ostatnich wywiadówek u dwóch starszych synów
- teczkę A4 z dokumentacją aktualnie rozbrajanego tematu
- prawo budowlane i warunki techniczne w wersji mini

- dwie pieczątki
- dwa długopisy, dwa cienkie pisaki, małą linijkę, korektor, odblaskowy zakreślacz
- manipulator 3D
- dalmierz, miarę 20 m i metrówkę
- Kindla
- pomadkę ochoronną
- szczotkę do włosów
- maleńką kosmetyczkę z artykułami pierwszej potrzeby babskiej
I chyba się boję. Bo widać, że pani architekt chyba zapomniała, że jest kobietą.
Chyba zmienię torebkę na mniejszą.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zonk

Stanęłam wczoraj na wadze. I zonk. Nie przyznam się ile, ale wróciłam prawie do wagi "sprzed ćwiczeń". Trzeba, naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Żegnajcie batoniki, michałki, trufle, czekolady .... Czuję, jakbym już umarła. Żeby tak bez żadnych przyjemności w życiu? Szloch ...

Wiosna, wiosna

Wiosna, wiosna ... słońce świeci i choć temperatury ostatnio nie rozpieszczają, to jednak chęci do życia jakby większe. I energia do robienia więcej też jest. Nerka ma się dobrze (chyba, że za mało piję, wtedy się odzywa), więc wróciłam do ćwiczeń. Szału nie ma, bo na karate skręciłam nogę w kolanie, ale i tak regularny pilates i kijki ratują mnie przed popadnięciem w obłęd ;). Udało mi się nawet wyjechać z garażu rowerem. Więcej wychodzę z dzieciakami. Na urodziny chłopaki dostały rolki i hulajnogi, więc szaleją na chodnikach. Meblujemy powoli dom i przed domem. Impulsem jest oczywiście przyjęcie Kuby. Na taras Maciej wyczaił genialne meble. Chcieliśmy komplet z OBI, staliśmy już przy kasie, ale ... zonk ... meble są nieodporne na mrozy. A my nie chcemy bawić się w znoszenie klamotów do piwnicy, nie wiadomo, czy zmieściły by się na schodach. A ten komplet z artelia24 jest świetny. Wszystkie fotele i pufy chowają się pod stół i wystarczy jeden pokrowiec na wszystko. No i są...

Jeście, jeście, jeście ...

Zainspirowana notką obsesyjnego drugiego śniadanka postanowiłam napisać małe co nie co o diecie najmłodszego. Kajetanek w duchu BLW dostawał do łapki co chciał. Od około pół roku. Efektem jest biegłość niezwykła w posługiwaniu się widelcem i łyżeczką, tudzież umiejętność picia z kubeczka. Że o umiejętnym przelewaniu napojów z kubka do kubka nie wspomnę ;). Smakosz nasz nadal najbardziej lubi moje mleko. Do tego stopnia, że kiedy jestem w domu jest problem w nakarmieniu go rzeczami bardziej treściwymi. No chyba, że braciom trzeba akurat podwędzić kabanoska, paluszki, chrupki kukurydziane lub ciasteczka ryżowe. Nie będę usiłowała też malować obrazka przedstawiającego cielęcy zachwyt w oczach Kajtka na widok opakowania czekolady. Gorzkiej, a jakże. Z obiadami generalnie nie mam problemu. Zajada ze smakiem zupki wszelakie, gardząc jednakże moją ulubioną dyniową po przyprawieniu gałką muszkatołową. Przed przyprawieniem jest git. Preferuje zawsze i wszędzie mięsko. W każdej postaci. Na h...